Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

piątek, 29 kwietnia 2011

Świeckie zmartwychwstanie w szczecinskim UM

Prawie 10 lat temu wyrobiłam sobie i Młodej paszport. Rocznica ta jest o tyle znacząca, że paszporty nasze mają żywot 10-letni, a potem przestają działać. A ponieważ alternatywą paszportu w nowoczesnej Europie jest dowód osobisty, dodajmy (bo to ważne) alternatywą ekonomicznie kożystniejszą, więc tym razem postanowiłam wyrobić Młodej dowód. Dzieci do lat 13 muszą uzyskać zgodę obojga rodzicow, a że po śmierci ojca ja jestem oboje rodziców, więc do UM w Sz-nie pojechałyśmy we dwie (trzy, bo nie było co zrobić z Młodsza). Pobrałam numerek i zaczęłam wypełniać wniosek, ale z braku kolejki zostałam natychmiast wezwana do okienka. Wyłuszczyłam pani sprawę, i w czasie gdy ona zajęła się klepaniem w klawisze, ja kontynuowałam wypełnianie wniosku. Pani postukała chwilę w klawiaturę i oznajmiła że wg ich danych ojciec Młodej żyje. Popatrzyłam na panią jednym okiem, drugim wciąż zerkając w wypelniany wniosek i zapytałam odruchowo: Pani żartuje? Pani zaprzeczyła i odpowiedziała, że mi bez zgody ojca dowodu dla Młodej nie wyrobią. Wypełnianie wniosku stało się w tej sytuacji mało znaczące, więc przerwałam czynność i skupiłam cała swoją uwagę na pani.
- Jak to, żyje? - zapytałam z ciekawością.
- Nie ma go w rejestrze zmarłych, więc muszę go uznać za żywego - wyjaśniła urzędniczka - Chyba że pani potrafi udowodnić że zmarł - dołożyła po chwili.
- Udowodnić??? Niby jak? Płytę nagrobną mam przytachać, czy konieczna będzie ekshumacja i potwierdzenie DNA??? - moje zdziwienie nie miało granic, mina urzędniczki świadczyła o tym, że dla niej taka sytuacja to też nowość.
W tym momencie dołączyła do nas Młoda, domagając się wyjaśnienia nad czym deliberujemy. No to objaśniłam.
- Jak to, On żyje?! - Młoda była wyraźnie wstrząśnięta, urzędniczka spojrzała na nią współczująco - A ja mu w zeszłym roku znicz zapaliłam! - dołożyła Młoda tonem, który wyraźnie wskazywał, że żałuje niepotrzebnej inwestycji. Współczucie urzędniczki zmieniło się w niedowierzanie.
- Wiesz co mamo - zwróciła się Młoda do mnie - Tata ma na grobie krzyż i tabliczkę, to lekkie jest, wykopiemy i przyniesiemy.
Niedowierzanie urzędniczki przerodziło się w kiepsko skrywane przerażenie, więc postanowiłam przełamać nieco atmosferę:
- To my pójdziemy do USC i przyniosę pani akt zgonu - zapowiedziałam uspokajającym tonem, zabrałam do połowy wypełniony wniosek, Młodą i Młodszą, po czym udałyśmy się na gó.
USC mieści się na 2p., znów byłyśmy pierwsze w kolejce, więc weszłam sama, w nadzieji że szybko wyjaśnię sprawę i dostane wymagany papier. Niestety, wg prawa Ex był dla mnie nikim (interesująca zbieżność poglądów, po tym jak mnie zostawił z niemowlakiem dla mnie też stał się nikim), więc nie mogę wystąpić o wydanie mi jego aktu zgonu. Co innego Młoda, ona może, więc musiała wejść i być obecna przy następującej konwersacji, która miała na celu ustalenie, czy aby napewno Ex zmarł.
Pierwsza runda:
U: Skąd pani wie, że XX nie żyje?
Ja: Od znajomych.
U: To nie jest wystarczający dowód, może on się przed panią ukrywa.
Jasne, to oczywista konkluzja, przed taką mazepą jak ja, to on napewno się ukrywa.
Druga runda:
U: Czy widziała pani zmarłego?
Ja: Wielokrotnie, byliśmy razem przez 5 lat.
U: Ja się pytam czy pani trupa widziała!
Ja: Nie...(???)
U: Czyli nie ma pani pewności że on nie żyje!
Może myśl o wykopaniu Exa nie była tak niedorzeczna, jak to się jeszcze przed chwilą wydawało? Tabliczkę nagrobną pewno uznają za spreparowaną, bo Ex żyje i się przede mną ukrywa (z bliżej nieznanych powodów). 
Trzecia runda:
U: Była pani na pogrzebie?
Ja: Nie.
U: No właśnie!
Jakie właśnie? Na pogrzebie była setka ludzi, to przed nimi też się ukrywa, czy cały cyrk był dla mnie przeznaczony, a ja się nie pojawiłam?
I pytanie dodatkowe:
U: Może on umarł w Niemczech?
Ja: W Polsce umarł, on był Polakiem...
U: Bo wie pani, jak umarł w Niemczech, to możemy tego nie mieć zarejestrowanego.
Ex zmarł w PL, w Sz-nie, w szpitalu, po wypadku, jestem pewna że zgon jest zarejestrowany, ale wciąż nie mam dowodów.
W międzyczasie zadzwoniła moja znajoma, z która byłam umówiona do kina, więc po odebraniu nie bawiłam się w żadne "hallo" tylko od razu wyjaśniłam sytuację: "Jestem w UM, wyrabiam Młodej dowód osobisty, ale XX zmartchwychwstal i pierwsze co zrobił to mi na złość". "O patrz, a za życia taki miły człowiek był" zdziwiła się znajoma, i powiedziała że mam się nie stresować, ona poczeka. Nieee, wcale się nie stresuję, luzik!
Nie pamiętam już wszystkich tekstów "złotoustej" urzędniczki, ale po ponad 30 minutowych poszukiwaniach w końcu Ex znalazł się wśród zmarłych, ku mej ogromnej uldze.

W końcu dostałam wydruk aktu zgonu, biegiem poleciałam na dól (na 5 min. przed zamknięciem) i z zadyszką obwieściłam znajomej pani, że uśmierciłam tatusia i już może mi przyjąć wniosek. Radosna wiadomość dotarła widać do niej wcześniej, sadzać z szerokiego uśmiechu i kiwania ręka "wiem, wiem". Mała rzecz, a cieszy ;) I tym optymistycznym akcentem zakończyłam wizytę w szczecińskim UM.
Ciekawe czym zaskoczą mnie następnym razem?

środa, 27 kwietnia 2011

Niech żyją święta, słońce i pogoda!

Jak trochę się uspokoję, to napiszę tekst o zmartchwychwstaniu, świeckim zmartwychwstaniu mojego Exa, które się odbyło w USC w Szczecinie. A na razie pokazuję w co ubrana zasiadłam do spożycia wielkanocnego posiłku :) Zdjęcie na balkonie, jakiś niefart mam z plenerami, niestety... 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Pod prąd

Kwiecień plecień bo przeplata, trochę zimy trochę lata.
U nas na wsi aktualnie lato w pełni :) Słońce, ciepło, parki i place zabaw zaludniły się ludźmi w każdym wieku, i w każdym obuwiu ;) Wciąż jeszcze można zaobserwować jednostki w kozakach i kozaczkach, ale i odkryte buty na bosych stopach już widziałam, wiosna panie dziejku!
Może się mylę, ale przynajmiej u mnie na wsi wygląda na to, że moda na kolor fioletowy jest w odwrocie. Nareszcie! Uwielbiam ten kolor, ale nie w tłumie, i powoli zaczynałam mieć dość.
Nareszcie mogę spokojnie się przyoblec w ulubioną barwę "only and lonely" ;)





Podobno w natarciu jest pomarańcz, ale ja tego trendu nie obserwuję, i nawet w sklepach specjalnego nawału nie widzę. Zaobserwowałam natomiast sklepowy zalew bieli, a nawet hasło reklamowe (bodajże VM?) White is the new black. Tja, już ja to widzę, te białe ulice ;) Na razie przyjął się u nas na wsi trend czerń rozświetlona jasnym beżem, i to tyle z kolorystyki wiosny, moje nadzieję za choćby drobną reprezentację "makeup colours" pozostają niespełnione. Zresztą, co wydziwiam, skoro sama nic w tym kierunku nie robię?

sobota, 9 kwietnia 2011

Chcesz? ToMash!

Z braku zdjęć własnej osoby, tudzież zdjęć własnej produkcji, pokaże Wam (w ramach przeprosin za długa nieobecność) zdjęcia z sesji moich Latorośli.
To już ich drugą sesja, i napewno nie ostatnia, bo moim zdaniem naprawdę warto! Warto dla potomności, warto dla samych zainteresowanych (bądź modelką chociaż jeden dzień), a korzyść dodatkowa to ta, że dziadków i chrzestnych można potem odbitkami obdarować w ramach prezentu świątecznego, urodzinowego lub dlatego żeby im sprawić przyjemność.

Latorośl Starsza dostała od pana fotografa bonus: zdjęcie z niebieskimi oczami. Ile ja się musiałam nasłuchać o niesprawiedliwym prawie dziedziczenia genów i o koloryzujących szkłach kontaktowych, a tymczasem najtańszym i najdoskonalszym rozwiązaniem okazał się być photoshop. Młoda dostała zdjęcie z przeraźliwie błękitnymi oczami i już jest wyleczona, a w razie nawrotu lekarstwo w formie cyfrowej mam na płycie ;)


Drugie zdjęcie nastoletniej modelki, patrzę na nią i mi się nie chce wierzyć że wydałam na świat, nie wiedzieć kiedy z mojego dziecka zrobiła się kobieta...



Młodsza póki co jest wciąż mała, nawet na zdjęciach. I taka słodka :)

 Sisters forever!


Zdjęcia wykonał Tomasz Murański z toMash foto studio Szczecin
Niniejszym jeszcze raz DZIĘKUJEMY!!! 

czwartek, 7 kwietnia 2011

Sorrrrryyy!!!

Najpierw miałam wakacje zimowe, nieplanowane ale fantastyczne!

Potem były ciężkie dni, nad zapomnieniem których pracuję, więc o tym pisać nie będę, ok?

A na koniec dopadlo mnie przesilenie wiosenne, niemoc ogólna i dwie lewę ręce bez przeciwstawnego kciuka, i ani aparatu nie mogłam obsługiwać, ani nic sklecić, a przysięgam że często o Was myślałam!

Niniejszym wracam, i zaczynam od podziękowań za wyróżnienie: Bastamb, Koliberka i Nurka :)
Jesteście bardzo kochane dziewczynki!