Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

poniedziałek, 27 grudnia 2010

X-mas Eve, czyli nasza pierwsza wigilia

W poprzednim poście pokazałam Wam kawałki mojego domostwa, świątecznie przyozdobionego po raz pierwszy od kiedy się tu wprowadziliśmy (5 lat temu). Bezpośrednim powodem dla którego rozprawiczyłam (z pudełek) swe kolekcje aniołków, bałwanków i mikołajów, nie wspominając o bombkach i światełkach, było pewne nieprzemyślane do końca zdanie, jakie się Książe Małżonek wygłosił w gronie rodzinnym jeszcze we wrześniu: "W tym roku MY organizujemy wigilje!". Zwróciłam mu uprzejmie uwagę, by przestał o sobie mówić w liczbie mnogiej, ale i tak było już za późno. Słowo się rzekło, bombki u płota...

Dom udekorowałam już w początkach grudnia, wobec czego podczas regularnych wizyt teściowa poniechała pytania o sukienki i zaczęła komentować wystrój wnętrz. Ponoć za wcześnie wystartowałam, i w złych kolorach; najpierw powinnam cztery świeczki odbębnić i na fioletowo w adwencie dom przybrać. Teściowa nie jest osobą wierzącą-praktykująca, ale wyłącznie hipokrytką, i jej znajomość świąt kościelnych ogranicza się do zapamiętania dni wolnych i sposobu manifestacji. Adwent szczególnie przypadł jej do gustu, bo w mroczne grudniowe niedziele świeczki naprawdę pięknie prezentują się u niej na stole...

No i nadejszla wiekopomna chwila, czyli wieczór wigilijny. Przybranie domu i nakrycie stołu się gościom podobało, jedzenie smakowało, a w nawale prezentów nikt nie zauważył, że przełamaliśmy z Księciem Małżonkiem terror prezentowy i nie obdarowaliśmy się nawzajem niechcianym badziewiem (takim "byle coś pod drzewkiem leżało"). Tak wyszło, że mój prezent nie mógł leżeć pod choinką, bo był potrzebny wcześniej (przepiękny porcelanowy serwis, z którego jedliśmy), a jego prezent zostanie zakupiony w nadchodzącym tygodniu, na wyprzedaży (obiecana kurtka zimowa). Po przejrzeniu zdjęć z wigilii stwierdziłam, że załapałam się na trzy: na jednym moje nogi, na drugim ramię i bark, a na trzecim prawy pośladek (przyodziany, żeby nie było wątpliwości!). Nawet po złożeniu tego w jedną całość w photoshopie, nie nadawało się to do publikacji outfitowej na blogu, więc w pierwszy dzień świat, na obiedzie u teściowej, wystąpiłam w tym samym, i po powrocie do domu Książę Małżonek dokonał aktu uwiecznienia mnie na karcie aparatu.
Sukienka jest jedną z dwóch, jakie dostałam od KM w prezencie urodzinowym. Bardzo mi się podobała, więc machnęłam w jego imieniu ręką na cenę i mam ;) W wigilię miałam do niej inne rajstopy, też czarne ale wzorzyste, niestety nie wytrzymały presji i po północy puściły oczko. Włosy nawinęłam na papiloty, ponosiłam tak kilka godzin, i rozwinęłam na minutę przed przyjsciem gości... Na poprawki było już za późno, i tak zostałam z burzą kłaków sterczących w każda stronę. Na zdjęciach tego może nie widać, ale wydaję mi się że wreszcie ujarzmiłam czarno-szare cienie do powiek (nie jestem ekspertem od makijażu, maluję się rzadko i raczej nieporadnie).
Lusterko prawdy nie powie, więc proszę Was o szczerość: jak oceniacie sukienkę i resztę? Palce na klawiaturę i wygarnijcie tak prosto z mostu, ja tu o komplementy nie żebram, pisać jak jest!


Z lampą błyskową lepiej widać kolor
Bez lampy lepiej widać nastrój
Lodowy naszyjnik i branzoletka

niedziela, 26 grudnia 2010

X-mas time!

 Wg kalendarza chińskiego urodziłam się w roku szczura. Tłumacz chyba nie za dobrze znał jednak ten język, bo wiele znaków w moim domu wskazuje na to, że patronuje mi inny gryzoń, a mianowicie chomik. W tym roku po raz pierwszy przyozdobiłam dom na x-mas. Poza dwoma aniołkami, wszystko inne miałam na stanie, kupowane na dorocznych wyprzedażach poświątecznych, przez kilka lat. Na zdjęciach udało mi się uwiecznić około 2/3 zachomikowanych zbiorów :)

Lampa nad stołem w jadalni
Jadalnia, biblioteczki i komoda


Pokój dzienno-TV z Mikołajkowem na szafce narożnej
Bałwankowo, choinkowo i stół wigilijny
Aniołkowo

 

Książę Małżonek zażyczyl sobie żeby pójść na całość, i sprowadzić do domu naturalną choinkę, taką z nieekologicznego drzewa i igiełek, specjalnie na ten cel wychodowana w jakiejś szkółce, zamiast ekologicznego wyrobu ropopochodnego. Ozdoby choinkowe mamy ekologiczne, wystarczy ;) Choinka miała pachnieć lasem i świętami. Miała, ale nie pachnie. Bo zamiast kupić porządny, sypiący igłami i kłujący w palce swojski świerk, Książę Małżonek nabył niezrzucający igieł i przyjemny w dotyku świerk syberyjski, który pachnie inaczej ;) Tak to jest, jak się wyrusza na zakupy w ostatni dzień, po zmroku i z zakatarzonym nosem

środa, 15 grudnia 2010

Zima!

Żebyście nie zapomnieli jak wyglądam, to się Wam przypomnę! ;)

Pod legginsami mam rajstopy, płaszcz jest wełniany, sweter (golf) też wełniany, buty cieplutkie, więc wszystkich którzy mieliby ochotę skomentować: "w spódnicy się na wieś wybrała, modnisia od siedmiu boleści..." proszę o wykonanie następującego ćwiczenia: zaciskamy pieść, a następnie rozprostowujemy środkowy palec i odczytujemy przesłanie Mrs. L do wszelkiego typu malkontentów ;)

Hu-ha!

niedziela, 12 grudnia 2010

Biały, czarny i ten trzeci

Nie było łatwo, bo to i tamto, ale najbardziej przemówiły do mnie dwie kreacje.
Zwyciężczyniom gratuluję!

Naszyjnik czarny ozdobi czerwoną suknię Kopciuszka i pojedzie z nim na bal.

Naszyjnik biały poromansuje w stylu retro z Joanną.

Ten trzeci naszyjnik otrzyma Paulina Sokół. Wartość sklepowa naszyjnika to 65£, czyli ok. 300, i przelew na taką kwotę wesprze jej konto. A po nowym roku zacznę nagabywanie krewnych i znajomych o przekazanie ich 1% podatku na ten cel. I mam nadzieję że Wy też swiadomie wybierzecie odbiorcę waszego jednego_procenta, bo ważny jest każdy grosz!

Udział wzieli:

W konkurencji naszyjnik czarny
Koliberka


ThimbleLady
Karolakom

W konkurencji naszyjnik bialy:
Klamoty


Joanna


Podobają mi się wszystkie kreacje, ale naszyjniki tylko dwa, więc jeszcze chwilę się zastanowię, i wkrótce wyniki :)