Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

niedziela, 7 listopada 2010

Ramadan

Na diecie dobrych chęci schudłam przez 10 miesięcy ok. 7kg. Nie jest to może jakiś kosmiczny rezultat, ale jeśli się weźmie pod uwagę że jem co chcę i ile chcę* (*czytaj: dużo i dobrze), to jest to wynik nie do pogardzenia. W związku z odnotowanym sukcesem postanowiłam, że w ramach wczesnego adventu urządzam odzieżowy ramadan przez następne 3 kilogramy. Te trzy kilo miałam zamiar zrzucić do końca roku, i odbić sobie postne miesiące w czasie styczniowych wyprzedaży.
W poniedziałek siedziałam w domu, bo miał przyjść elektryk. Zakupy jedzeniowe zrobił po pracy Książę Małżonek. Żadnego ciucha nie kupiłam.
We wtorek odpoczywałam po poniedziałkowym czekaniu na Godota, nie wyściubiwszy nosa nawet na werandę. Zakupy jedzeniowe zrobił Książę Małżonek. Żadnego ciucha nie kupiłam.
W środę poszłam do spożywczego po olej, bo Książę Małżonek kupił ocet i mleko, nie mogąc sobie przypomnieć o jaki dokładnie płynny produkt spożywczy tak wciąż marudzę... Żadnego ciucha nie kupiłam.
W czwartek była kiepska pogoda i poczułam się zwolniona z wychodzenia. Stwierdziłam przy tym, że mi dobrze idzie z realizacją planów; waga uprzejmie wykazała kolejny kilogram w dól, od czterech dni żadnego ciucha nie kupiłam, super!
W piątek pojechałam się spotkać z kumpelą, a w drodze powrotnej do domu zajrzałam do sklepu, do którego mam daleko i zaglądam tylko jak przejazdem zawitam w okolicę... Cały plan wziął w łeb! Najpierw znalazłam dwa paski; niebieski i czerwony, które uznałam za nabytek niezbędny (bo plecione, więc mają dziurek bez ograniczeń). Potem wypatrzyłam rajstopy, melanżowe, w kolorze czerwonym i zielonym. Paski i rajstopy to jeszcze nie takie duże odstępstwo, bo zasadniczo nie to zakupy zależne od posiadania 3kg mniej lub więcej, ale na tym niestety nie koniec. W ręce wpadła mi spódnica o świetnym kroju: takim jaki lubię najbardziej, ale inna niż wszystkie, no i pasująca do mojej sylwetki. Zrobiłam krótki rachunek sumienia i wyszło mi, że wolę zawalić plan i mieć spódnicę, niż dotrzymać słowa i spódnicy nie mieć.
Na dobitkę w sobotę miałam dzień lenia, na obiad była telepizza i waga nie omieszkała tego faktu odnotować... Mówi się trudno i żyje się dalej.
Spódnica jest wykonana z dziwacznego materiału, mieszanki juty z bawełną i wymaga czyszczenia na sucho (co odkryłam dopiero w domu). Cóż, tym problemem zajmę się jak się ubrudzi. Wzór w kratę, kolorystyka typowo jesienna, i świetne zakładki na skos - plusy w przewadze! Przejrzałam półki w poszukiwaniu odpowiedniego do niej sweterka (zieleń mi się marzy), ale nie było, więc więcej nie grzeszyłam. Na pierwszy rzut zestawiłam z musztardowo-żółta bluzką z Reala i aksamitną marynarką (żakietem?) w kolorze gorzkiej czekolady z KappAhl (chciałabym jeszcze mieć taki w kolorze czerwonego wina i może butelkowej zieleni) i równie ciemnymi rajstopami, plus spacerowe buty, specjalnie do lasu założone... W sobotę kupiliśmy z Księciem Małżonkiem Alicję w Krainie Czarów na DVD i stwierdziłam, że do zestawu pasowałby mi kapelusz Szalonego Kapelusznika! Niestety, nie mam pojęcia gdzie taki kupić, a o DIY nawet nie chcę myśleć ;)



 Patrząc na zdjęcia widzę, że spódnica mogłaby być nieco krótsza, ale to zadanie dla kogos z maszyną, więc najpierw ponoszę jak jest, sprawdzę jak przeżyje czyszczenie i dopiero pomyśle o skracaniu.

Mała M doprasza się o chwilę uwagi!

8 komentarzy:

  1. Żadna krótsza! Jest rewelacyjna - w ogóle strój jest bardzo, hm, energetyczny :) Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. No to kochana jest nas dwie na diecie, ja zgubiłam 6,5 kg, a do końca roku chcę 2 może 3 ale coś się waga zatrzymała... zakupy ograniczyłam prawie do zera....uruchomiłam własny sklep "ze strychu" bo teraz tyle fajnych ciuchów na mnie pasuje, przecież wcale nie musi być tego dużo, można zestawiać, miksować i zawsze coś nowego wychodzi.....a co do stylizacji to fajna ta spódniczka i widzisz! reszta też się znalazła i świetnie pasuje.....trwaj w postanowieniu i niech waga idzie u dół!!!!Pozdrawiam dzisiaj desszczowo....

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne te spacerowe buciorki, a spódniczka ma świetny krój i ciekawy materiał. Podobnie jak Ty stosuję dietę opartą o dobre chęci i mocne postanowienie NŻT(Nie Żryj Tyle), niestety pojawia się coraz więcej aneksów do umowy i moje chudnięcie też jest bardzo umowne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Absolutnie nie skracaj!!!!Jest zajebiście cudowna w takiej długości!I kocham Twoje buty!Skąd są??????

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiszę się - nie skracaj absolutnie! Kolorystyka super. Zarówno spódnicy jak też całości :) Buty rewelacyjne.
    Różowy Krasnalek do schrupania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie skracaj absolutnie! To świetna długość dla Ciebie, wyglądasz ekstra :) Coś z Kapelusznika z pewnością jest, ale nie kapelusz, lecz fantazja ! W tym zestawie jest cała masa fantazji ! Po raz drugi w ostatnim czasie Twój strój zaparł mi dech! Buty przepiękne! Widziałam podobne kozaczki zimowe Ryłko, ale odmówiłam sobie, niestety... Głupia ja.

    Małgośka pozuje zawodowo jak widzę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. podoba mi się jak piszesz,uśmiałam się sama do siebie :))
    Książe małżonek - świetne hasło :)
    zazdroszczę tego gubienia kilogramów,oj zazdroszczę! ja postanowiłam biegac,już nawet raz byłam na boisku,parę okrążeń zrobiłam...a dziś padało,ominęły mnie więc męczarnie :)
    a spódniczki bym nie skracała,tak jest zupełnie dobrze,całość bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. rozumiem doskonale walkę z pożądaniem sklepowym :) nie bądź taka stanowcza, przecież warto było dla taaaakiej spódnicy :) gratulacje za tych 7kg JUŻ :)

    OdpowiedzUsuń