Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

poniedziałek, 15 listopada 2010

Kradzione a tuczy

W weekend wpadł do mnie znajomy i niechcący dowiedziałam się czegoś, o czym nie mogę przestać myśleć. Jako że temat z blogiem związany, to tutaj go z siebie wyrzucam:
Znajomy pracuje w Norwegii i kursuje pomiędzy pracą a domem w Polsce jadac przez Szwecję, a później promem Świnoujscie - Ystad. Właśnie taką podróż zaliczył, nowokupionym autem z zakolcowanymi oponami, i opowiadał mi przeprawę graniczną (w PL kolce zakazane, w NO kolce często konieczne). No i się dowiedziałam, że nasi Rodacy skupują w Szwecji i Norwegii używane opony i wożą je do Polski na sprzedaż. Ja byłam zdziwiona, że tak robią, a on był zdziwiony, że ja jestem zdziwiona. Pewnie nikogo pozą mną ta informacją nie zaskoczyła, ani nie była nowością, ale je naiwnością przerastam nawet przedszkolaki, chociaż czasami ludziom trudno w to uwierzyć. Kiedy już przyswoiłam sobie info o oponach, znajomy postanowił pociągnąć lekcję uświadamiania. Dowiedziałam się mianowicie skąd się biera rzeczy za złotówkę w SH. I szczęka mi opadła. I prawdę mówiąc do tej pory jeszcze się nie pozbierałam. Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że te rzeczy kupowane jako hurt, a następnie sprzedawane jako detal, czyli na ogólnych zasadach pośrednictwa w handlu. Znajomy pozbawił mnie złudzeń, opowiadając jak to się robi w Norwegii
Jak wygląda kontener PCK wie chyba każde z Was. W Norwegii i Szwecji też stoją podobne kontenery, rozstawiane przez Armię Zbawienia. Zgodnie z założeniami ludzie robiąc porządki w szafie wrzucają niepotrzebne im już rzeczy do kontenera, czyli oddając je AZ. Potem przychodzą nasi i obrabowują kontener, ładują rzeczy do auta (bus wypełniony po sufit ubraniami na różne pory roku, rozmiary i płcie, chyba nietrudno zgadnąć, że samotny kierowca nie wiezie w ten sposób swoich ubrań?) i wywożą do Polski. A w Polsce następuje realizacją planu pierwotnego, czyli sprzedaż ubrań w SH. Tylko że żadna organizacją charytatywna nic z tego nie ma.
Przysięgam, nie wiedziałam, i nigdy bym się nie domyśliła! A przecież wypatroszone kontenery Armii Zbawienia widziałam na własne oczy, tylko winę zrzuciłam na okoliczną młodzież, ew. narody wiecznych turystów lub inne lokalne odmiany jednostek, którym wszystko się przyda, szczególnie jak cudze jest.
I teraz pozostaję mi dowiedzieć się ostatniej rzeczy: czy Wy o tym wiecie? Bo już sama nie wiem, czy rzeczywiście jestem ostatnim dorosłym mieszkańcem miasta złudzeń, jego honorowym dożywotnim obywatelem i burmistrzem w jednej osobie...

PS. Poszłam z tesciowka na spacer, i przy okazji dowiedzialm się po kim Książę Małżonek odziedziczył zdolności fotograficzne. Na trzy zdjęcia robione idioten-kamerą dwa nieostre, a na trzecim nie mam połowy nóg. I tak się cieszę, że nie wpadłam na pomysł rozbierania się w celu zrobienia zdjęcia mego brązowo-czarnego zestawu spodniego. Do następnego posta pstryknę go sobie sama w domu, a dziś będzie samo tło, beze mnie ;)











11 komentarzy:

  1. O ja pier...., że tak sobie zaklnę szpetnie. Polactwo jednak wszędzie ma złą opinię i na Wyspach i w Skandynawii. BTW jestem ciekawa, kto okrada kontenery PCK u mnie na dzielnicy, no bo chyba nie Ukraińcy, nie?

    Co do zdjęć - wytłumacz Księciu Małżonkowi, tak, jak ja to zrobiłam, że dokładnie takie będzie zdjęcie, jakie widzi w okienku/na wyświetlaczu - czyli jeśli nie widzi nóg, prawdopodobnie postać na zdjęciu będzie miała "ucięte" nogi. U mnie poskutkowało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że ten złodziejski proceder dotyczy jakiegoś mikrego ułamka ciucholandowego zaopatrzenia. Myślałam, że już to dziadostwo i chamstwo z nas trochę wyszło, wstyd!
    Chociaż nogi ucięte to wypatrzyłam świetną kwiecistą kurtkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ups, tego nie wiedziałam... Myślisz, że tylko w ten sposób pozyskują ubrania? Dobrze, że już dawno nic w takich sklepach nie kupowałam...

    Może nogi i masz ucięte, ale zdjęcia są przepiękne na nich. Może i zwykły aparat ale świetnie oddaje kolory.

    OdpowiedzUsuń
  4. Naiwność to moje drugie imię, niestety. Żywię niewzruszone przekonanie, że ludzie są dobrzy, a jeśli zrobią coś złego, to jedynie z głupoty, albo niechcący, albo jeszcze z jakiegoś powodu, w każdym razie na pewno nie świadomie i z premedytacją. Ma to swoje dobre i złe strony. Ale chyba już lepiej mieć skrzywienie w taki sposób niż odwrotnie, kiedy to wszystkich wokół podejrzewa się o złe intencje.
    Pozdrawiam
    http://ideasbyrenya.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  5. Znajoma opowiadała,że kiedyś znalazła w sh kieckę własnoręcznie uszytą,którą po latach użytkowania wsadziła do kontenera PCK...Bez komentarza...

    OdpowiedzUsuń
  6. ...no..no...to ciekawe...mówisz, że kradzione nie tuczy?...ale te sklepy maja się dobrze, choć pewnie nie wszystkie tak działają...ja w to wierzę!...

    OdpowiedzUsuń
  7. No ja nie wiedziałam ehh wstyd znów za "naszych" :/
    Drugie zdjęcie z Malutką bardzo fajne mimo braku nóg :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiedziałam o tym,ale nie myslę,aby to było na szeroką skalę.nie myśl o tym,jest tyle zła na świecie,że nic mnie nie zdziwi i trzeba to ignorować,bo można w depresje popaść.
    ja przyznam sie ,ze czasami zastanawiałam sie,czy ciuchy nie są po osobach zmarłych :)

    nie myślmy o tym:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem ze na swiecie jest wiele zla, i ze nie da sie wszystkiego na raz naprawic, ale odkrycia takie jak to wyprowadzaja mnie z rownowagi i trudno mi sie tym nie przejmowac. Nigdy nie bylam ani ogromna fanka Szmateksow, ani tez ich przeciwniczka, traktuje je na rowni z sieciowkami (co moze dla niektorych zabrzmiec dziwnie, ale dla mnie jedyna roznica to ta, ze w sieciowkach "nowek" sa rozne rozmiary tego samego ciucha, a w SH tylko pojedyncze sztuki). W zasadzie sieciowki tez nie sa "czyste", bo ich istnienie/ceny opieraja sie na niewolniczej pracy szwaczy.

    Co zas do kwestii poruszonej przez Gosie, czyli ubrania po zmarlych, to ja nie mam zludzen: ludzie nie zyja wiecznie i jesli trafia sie oryginalna sukienka z lat 50-tych, to szansa ze poprzednia uzytkowniczka juz nie zyje jest calkiem spora. Zas szansa ze zmarla w tej wlasnie sztuce odziezy, jest znikoma ;) Z doswiadczenia zas wiem, ze przewazajaca wiekszosc ubran w SH trafia tam bo sie juz znudzila, albo sie zbiegla w praniu (lub podczas wiszenia w szafie).

    Nie mam zamiaru nikogo nawracac, ani wyruszac na krucjate przeciwko SH, ale wygadac sie musialam, stad ten post. Dziekuje wszystkim za podtrzymanie mnie na duchu i podbudowanie wiary w dobro drugiego czlowieka. Swiat bylby o wiele przyjemniejszym miejscem, gdyby wiecej bylo naiwnych idealistow, a mniej drani!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tzw obciach poczułam, gdy dotarło do mnie, że nasi pomysłowi rodacy okradają nawet kontenery ze szmatami. Trochę łyso, bo myślałam, że nawet najostatniejsze jednostki są u nas już na wyższym poziomie rozwoju. Cóż poradzić, tacy ludzie. Natomiast nie sądzę, aby było to główne źródło zaopatrzenia lumpów, bo trudno mi sobie wyobrazić, aby całe tiry betów pochodziły z okradzionych kontenerów armii zbawienia ;) I ceny też prezentują jakby wyższe ... Myślę, że to tylko wąski margines, cieniutka strużka, którą prędzej czy później ktoś przetnie.

    Co do tego co napisała Sivka - nie ma tu żadnej tajemnicy, choć był mini-skandalik, kiedy okazało się, że nasze kontenery tylko firmuje PCK, za co otrzymuje procent, zaś faktycznie należą one do firmy recyclingującej ciuchy.

    Wbrew pozorom jestem (w miarę ;)) dojrzałą konsumentką, w sh zaczęłam kupować z pełną świadomością wszelkich za i przeciw (choć kradzieży, oczywiście, nie brałam pod uwagę) i jak dla mnie "za" nadal przeważają ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. właśnie wróciłam z zakupów w SH:(

    OdpowiedzUsuń