Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

piątek, 29 października 2010

30.11. - Dzień spódnicy

Główna bohaterka: welurowa, bladobłękitna (brak słońca w łazience o północy i stąd przekłamanie barw), ledwo kupiłam i już ją kocham ;)







wtorek, 26 października 2010

Modna w kratkę

Żeby być zawsze modnie ubraną, trzeba się starać i nad tym pracować. Oglądać pokazy projektantów mody, którzy dyktują styl, i pokazy kolekcji sieciowek odzieżowych, które udostępniają styl masom. Można oczywiście szyć samemu, ale bądźmy szczerzy, dotyczy to mniejszości, większość (włączając w to niżej podpisaną) chodzi w konfekcji gotowej.
Żeby być modną czasami (czyli w kratkę), nie trzeba robić kompletnie nic. Serio, nic! Moda ma to do siebie, że przychodzi, przemija i powraca, więc jeśli będziemy konsekwentnie obnaszać jakiś kolor, lub jakiś styl, to wcześniej czy później nadejdzie nasz czas. Bez żadnego wysiłku nagle jesteśmy modnie ubrane, a nawet awansujemy na miano trendsettera! Stajemy się muzą projektantów, koleżanki z zazdrością patrzą na nasze stare kiecki, jakby je po raz pierwszy na oczy widziały, a my przez sezon lub dwa pławimy się w zachwytach ;) moda minie. I tak do następnego razu...
Ja w tym sezonie będę modna w kratkę. Kratka to wdzięczny wzorek, może być duża, może być mała, kolorowa lub czarno-biała, każdy znajdzie coś dla siebie. Kratka lubi pojawiać się jesienią, a jesień lubi być w kratkę, więc otwieram sezon! Kraciastą sukienką zasłużyłam sobie w zeszłym tygodniu na więcej komplementów, niż przez całe życie ;) To naprawdę miłe, tym bardziej że raczej nie spodziewałam się zrobić furory wygrzebkiem z SH. Nienoszonym wygrzebkiem, z metką producenta, ale łatka klienta Armii Zbawienia jest. I chociaż nieczęsto piszę skąd moje ubrania pochodzą, to dziś tak, i to właśnie dlatego że z bieda-sklepu! Ktoś się gdzieś zastanawiał jak SH bywa nazywany, no więc bywa i tak.


Voilà - jako worek
Z paskiem

piątek, 22 października 2010

Inspiracje: P(r)awie futro

Wszystko ma swój początek, środek oraz koniec. W przypadku tego zestawu początkiem była sukienka w zwierzęcy wzorek. Prawie leopardzie futro. Prawie, bo o ile rozkład ciapek się w miarę zgadza, o tyle kolor zupełnie nie, no bo kto widział niebiesko-czarnego leoparda? Niezrażona drobną niedogodnością postanowiłam mimo wszystko podrażyć temat inspiracji światem zwierząt. Po krótkim zastanowieniu porzuciłam nadzieję na znalezienie odpowiedniego ssaka, z powodów osobistych postanowiłam nie tykać gadów, owadów i skorupiaków, kolorowe królestwo ryb zostawię sobie na inną okazję, i w ten sposób drogą eliminacji zostały mi ptaki. Ostateczne wytypowanie zwycięzcy było kwestią chwili. Voila! Oto moją zwierzęca inspiracją, czyli niebiesko-czarne p(r)awie futro:

Peacock By cwalker71

A oto części składowe pawia:
Srebrzysto-kremowa spódniczka z Kubusia, czyli mój ulubiony spód. Ma dobrą długość i krój, niestety zbyt jasny kolor dyskwalifikuje z noszenia wierzchem (optycznie uwypukla to, co i tak mam zbyt wypukłe). Paw też ma białe upierzenie przy nogawkach ;)
Granatowo-czarna jedwabna sukienka, powód całego zamieszania. Książę Małżonek wyraził się o niej negatywnie, toteż nie chciałam za dużo jej pokazywać. Reprezentuje niebieskie i czarne pióra.
Jasnoszara dzianinowa tunika, zbyt krotka abym mogła ją nosić solo, zbyt mi się podoba, abym chciała nadmiernie przykrywać. Stanowi warstwę wierzchnią w pomieszczeniach ogrzewanych, na dworze musiałam dołożyć sweterek. Jest wypadkową czarno-białego upierzenia, i szarych piór pod ogonem.
Morskozielony (turkusowy?) sweterek z New Yorker'a, bardzo ciepły, i robiący tutaj za niebieskozielone pióra ogona.
Niebieskie rajstopy w paski, kupione za grosze w jakiejś sieciowce, usiłowały mnie wyprowadzić na inspiracyjne manowce (sugerowały więzienny pasiak lub portki Obeliksa), niestety to chyba ich ostatni występ (poległy w starciu z Młodsza). Jeszcze raz niebieskie pióra, w końcu paw kolorowy jest.
Brązowe Camper'y mają nieomal ten sam odcień co brązowe piórka pawia, i zamykają obrazek.




Pasek sukienki, stanowiący jej integralną cześć, tutaj udaje apaszkę.

Mam ochotę ten zestaw jeszcze wzbogacić, na przykład kolczykami lub inną ozdobą z pawich piór (lub czymś innym pawiopodobnym). Obecna zawartość szafy nie daje mi zbyt dużego pola do popisu w tym kierunku, ale kto wie co się czai na łkach sklepowych? Dlatego ogłaszam: to jeszcze nie koniec, jeszcze nie raz puszczę pawia ;)

niedziela, 17 października 2010

Color lover

Kocham kolor. Niektóre kolory bardziej, niektóre mniej, ale ostatnio zdecydowanie najmniej pociągają mnie zestawy monochromatyczne i neutralne. Na przykład zestaw z długa spódnica, planowo miała być biała bluzka i nic więcej, ale czułam się jak naga...

Królewski błękit chodzi za mną od początku lata. Chciałabym w tym kolorze sukienke, z aksamitu lub satyny, na większe wyjście. Niestety, koloru tego nie ma na liście płac projektantów i producentów odzieży, więc przyjdzie mi poczekać kilka sezonów. Na razie znalazłam spódnicę, której tło stanowi właśnie upragniony kolor. Chwilę pokręciłam nosem na materiał (powiedzmy że ma interesująca fakturę) i wykonanie (bez halki!), ale ostatecznie pożądanie zwyciężyło nad zdrowym rozsądkiem ;)
Po przyniesieniu zdobyczy do domu od razu stwierdziłam, że nie jest to łatwy w łączeniu kolor. Czysty, przeraźliwie i po królewsku (z przepychem) błękitny, wymaga godnego towarzystwa. Nafaszerowana teorią łączenia ubrań skoncentrowałam się na wzorkach, i bingo! Część wzorków ma kolor żółto-złotawy, część bordowo-różowy. Złocisto-musztardową bluzkę kupiłam w czasie jakiejś promocji rok temu (za 25% normalnej ceny), a Cubus serwuje w tym sezonie rajstopkiu w kolorze "plum" (nie wiem jaką śliwkę mają na myśli, nie węgierkę, i nie żółta, może to inne plum?), i wpadły mi w oko (i do koszyka) pod koniec lata. Mając na sobie tyle kolorów zdecydowanie czuję się ubrana!

Kiedy świeci słońce, to trzeba się rozpiąć



No a gdzie się podziała moja mała modelka?


Jest mniejsza...

... jest i większa!
Latorośle mi się w blogowanie wciągają, trzy modelki w domu, a zdjęć to nie ma kto robić!
Młodsza nosi co jej mama założy na tyłek, a starsza ubiera się sama. Ostatnio trenuję moje nerwy wsadzaniem nogawek spodni do skarpetek... Mając na uwadze że dorastałam w latach 80-tych, nie bardzo mogę krytykować, hyyy...

piątek, 15 października 2010

Z szafą u psychologa

Taki test sobie zrobiłam: Czy Twoja szafa wymaga wymiany?


Rezultat: Twoja szafa jest całkiem dobrze zaopatrzona. Dzięki umiejętności stylizacji umiesz zrobić zestaw na każdą okazję z rzeczy, które już posiadasz. Masz sporo ubrań, choć czasem narzekasz, że nie masz co założyć. Powinnaś zrobić przegląd i małe zakupy, które odświeżą szafę, ale na pewno nie musisz robić totalnej wymiany.

Szafę mam na tyle małą, że i bez przeglądania wiem co w niej mam, a jeszcze lepiej czego w niej nie mam ;) No więc przystąpiłam do działania: nowy nabytek z poprzedniego tygodnia to czerwona kopertowa spódniczka z materiału z duża domieszką wełny. Jedwabną satynową koszulę w kolorze szampana kupiłam latem za grosze na wyprzedaży, a czerwone bluzki mam dwie, bo była ofertą 2 rzeczy za 35 (jedna za 25), a z całego asortymentu podobała mi się tylko ta. Tym samym zostałam niejako zmuszona do zalania mojej garderoby czerwienią ;) To już wiadomo skąd to parcie na czerwone buty, hę?
Zestaw powstawał dwa dni, na zasadzie drobnych zmian i poprawek. Pierwszego dnia uparcie ćwiczyłam czerwone buty, które zresztą były bezpośrednim powodem zakupu spódnicy. Z powodu totalnego braku pomysłu na trzeci kolor, gora powtarza kolory spódnicy: czerowny i kremowy. Nadmiar czerwieni nieco mnie przeraża, stąd poszukiwanie sposobu na złagodzenie tego drapieżnego koloru, chociażby wąskim paskiem, ktory dodatkowo "umiejscawia" talię, czyli kreuje proporcje (i optycznie wydłuża dolną cześć ciała, nogi!). Następnego dnia dodałam kremowo-złota spódnicę z Cubusia (ten motyw warstwowania często ostatnio wykorzystuję), i (bez żalu) zmieniłam buty (tym kozaczkom też się należy kilka wyjść). Poza tym odkryłam, że zaczynam pałać uczuciem do czarnych, wzorzystych rajstop. Zupełnie nie wiem skąd mi się to wzięło, pewnie ktoś mnie zaraził ;)


Tu w rozkroku sobie stoję i nikogo się nie boję!




Patrzę srogo na Małżonka: mieć trzy zdjęcia to nie mrzonka!
Resztę zdjęć zrobiłam sama, taka ze mnie sprytna dama!


Razem z Młodszą z latorośli pozujemy wśród zarośli
 
Młodsza, zwana też Małgoską, lubi kiedy o niej głośno ;)

wtorek, 12 października 2010

One dress, one pair of shoes, until I get bored!






The Uniform Project - czyli jedna sukienka, codziennie, przez cały rok.
One dress. One month. One cause.  - czyli jedna sukienka, codziennie, przez miesiąc.

A ja chyba powinnam ogłosić taki projekt: jedna sukienka, codziennie, przez cały tydzień ;)

Ta-dam!
Małgośka uwielbia pozować!
Było nas trzy ;)

 

poniedziałek, 11 października 2010

Kąt Patrzenia i Punkt Widzenia

Kiedy ludzie słyszą "zamówiłam drewno do kominka", to wyobraźnia podsuwa im idylliczny obrazek ognia w tymże kominku, a za oknem trzaskający mroź. Sielanka, prawda? Mieszkańcy bloków mogą pozazdrościć... A ja mieszkam w domku, i mam kominek, i moją wyobraźnia działa inaczej: w piątek zniosłam z podwórka do piwnicy 3mp brzozy. Żadna sielanka, ciężka harówka i nikomu tego nie życzę!
Trzy mp złożone pod schodami wyglądają tak:


Mrs. L. po zakończeniu tej katorżniczej pracy nie miała w rękach siły na wyjęcie aparatu z torby, więc zdjęcia nie ma ;)

niedziela, 10 października 2010

Dobre chęci

Ten zestaw powstał z dobrych chęci:

1. Chęć posiadania czerownych butów. Najpierw nie wiedziałam jakich dokładnie, ale kiedy je zobaczyłam, nie miałam żadnych wątpliwości - to te! Książę Małżonek twierdzi że wyczerpałam już tegoroczny limit kupowania obuwia, więc kupiłam je a konto przyszłego roku. Kocham je miłością przeogromną i nie wyobrażam sobie szafy bez nich ;)
2. Chęć noszenia zakolanówek. Wiem że przy moich rozmiarach chęć noszenia kolorowych zakolanówek jest robieniem sobie źle, ale musiałam spróbować! Zakolanówki kupiłam na początku tego roku, poleżały w szafie i nabrały mocy urzędowej, aż w końcu kiedyś musiałam je założyć. Mają słodką kokardkę z tyłu i lekką tendencję do zjeżdżania w dól, że już nie wspomnę o krzykliwym kolorku, bo to chyba wszyscy zauważyli...
3. Chęć ponownego użycia wiśniowej bluzki. Bardzo mi ten kolor odpowiada, taki głęboki nasycony róż, ale od kiedy przestałam nosić spodnie, jakoś nie mogę się przełamać do zestawienia jej ze spódnicowym dołem. Buty zmusiły mnie do przewartościowania zawartości szafy, i tak oto bluzka trafiła pod sukienkę. Ku mej wielkiej radości :)
4. Chęć wykorzystania marynarki w drobny prążek. Marynarka stanowi Niekontrolowany Zakup Radosny. Czasami tak mam, że jak się zmieszczę w coś, w co się niespecjalnie spodziewałam zmieścić, to kupuję nie zastanawiając się z czym to później zestawić. NZN zawsze tanie, więc przynajmniej nie rujnują domowego budżetu, chociaż zdaża im się bezproduktywnie zajmować drogocenną przestrzeń w szafie. „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień” :p
5. Chęć na różowo-szary zestaw. Jakoś tak mnie ochota naszła, blogów szafiarskich się naoglądałam i taki efekt :)


Podobno schowane ręce świadczą o chęci ukrycia czegoś...
... a ja nie mam nic do ukrycia!
No więc z boku wyglądam tak...
... a z tyłu tak.
Mówiłam już jak bardzo jestem zadowolona z posiadania tych butów? To jeszcze to zilustruję, na wypadek gdyby ktoś nie doczytał ;)

środa, 6 października 2010

Bez, no prawie bez!



Kiedy po raz pierwszy pokazałam tę spódnicę w wersji wielowarstwowej, to pojawiły się głosy, żeby te warstwy ograniczyć do minimum, tudzież zlikwidować pasek. Obiecałam wtedy że spróbuję jak to będzie wyglądać, i wczoraj spróbowałam. Niestety, bez warstwy brązowego podkoszulka zrobiło się zbyt blado, nudno i nieciekawie. Przywróciłam więc brąz w innej postaci, czyli wymarzonej jeszcze w poprzednim sezonie zimowym narzutki ze szczurzych dupek. Bez paska też było nudno, więc jest i pasek, ciemnobrązowy, jako para do kamizelki. Buty są jesienno-wiosenne, czyli jeżeli w nich nie pochodzę w październiku, to spalę sezon (na naszą zimę to one się nie nadają). A na wierzch płaszczyk jesienny z Noa Noa, nabyty za nader rozsądna cenę, ma fantastyczny kaptur i baaaaaardzo mi się podoba :)
Zgrzałam się, ale jeszcze chwilę do zdjęcia wytrzymam!
Uff, wreszcie można się rozpiąć :)


Coś mi się do buta przyczepiło?
No i co Wy na to? Miało być bez warstw, jest bez warstw!


PS.  Spódnica ma tak zabawną metkę, że musiałam uwiecznić na zdjęciu!