Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

sobota, 17 lipca 2010

Wszyscy mają maxi, mam i ja!

Sukienka długości maxi marzyła mi się od dawna, od tak dawna, że sama już nie pamiętam od kiedy. Kiedy byłam w ciąży, ochota ta jeszcze przybrała na sile, a każdy kolejny zawód był szczególnie bolesny;
Na sieci wypatrzyłam śliczna błękitno-turkusowo-zieloną wizytową sukienkę maxi dla ciężarnych. Na zdjęciu modelka z obowiązkową poduszką w pasie prezentowała z gracją powiewną szatę, wysuwając zalotnie jedną stopę, podczas gdy z drugiej nogi było widać tylko niebotyczną szpilkę. Gora dość zabudowana, z szerokimi szelkofalbankami (minirękawek), całość wygląda jakby powstała na moje zamówienie. Spakowałam się w autko i pojechałam do sklepu, kupować. W sklepie szybko wypatrzyłam spódnice w tej samej kolorystyce, a obok sukienkę w wersji midi, mojej maxi ani śladu. Przetrzepałam wszystkie wieszaki w pobliżu, aż w końcu napatoczyła się ekspedientka, i pyta w czym mi pomóc. No to mówię, że chcę taką sukienkę maxi, jak z katalogu, a ta pokazuje na wieszak przede mną. MAXI!, ryknęłam mało grzecznie, bo chyba mnie nie dosłyszała. Pani wzięła jedną z sukienek, i przyłożyła do siebie: no przecież to jest maxi, odpowiedziała spokojnie, przyzwyczajoną widać do obcowania z ciężarówkami. Sukienką sięgała jej do kostek... Po prostu obłęd! Żeby jej napluć na czubek głowy, musiałabym się schylić, więc coś co na mnie było midi, na niej było maxi i to z trenem :( Wyszłam ze sklepu ze łzami w oczach, i kazałam się wieźć gdziekolwiek, byle dalej od tego miejsca. Książę Małżonek jest na tyle inteligentny, że widząc że wychodzę zapłakana i bez sukienki, przytomnie zawiózł mnie do centrum handlowego. W H&M wypatrzyłam kolejną maxi, tym razem słusznej długości (czyli sięgająca mi ok. 10cm ponad kostkę). Niestety, gora nie skrywała całego (ani nawet połowy) biustonosza, bez którego obyć się nie mogłam. Znów wyszłam że sklepu z niczym, ale przynajmniej bez łez w oczach.
Jako matka karmiąca odpuściłam sobie poszukiwania maxi-dress, niespecjalnie mi się widziało zadzieranie 4m2 materiału, żeby obsłużyć Najmłodsza w Rodzinie. Chętka na maxi przeczekała w uśpieniu rok, aby znów się objawić, z nowym natężeniem. I tak oto ponownie wyruszyłam na polowanie;
Na pierwszy ogień poszła pewna znana polska firma odzieżowa, której nazwę pozwolę sobie pominąć. W katalogu na sieci znalazłam śliczną biało-niebieską maxi-dress, oraz numery do sklepów. Najpierw zadzwoniłam, i okazało się że sukienka właśnie trafiła do sklepu, rozpakowują dostawę. Mila ekspedientka powiedziała, że sukienka jest dostępna w rozmiarze do 40, co już źle wróżyło, ale ponoć ichniejsza 40 ma 100cm w biuście (a ja tylko 5cm wiecej). Jak biust wejdzie, to i resztą wejdzie, pomyślałam, i zadzwoniłam do siostry, która właśnie była na mieście. Siostra poddała się presji i poszła oglądać sukienkę na żywo. Na moją prośbę zmierzyła sukienkę w biuście, i wyszło jej że 40 ma w najszerszym miejscu w biuście 45cm (złożona na pół). Zastanawiam się jakiej matematyki używają w tej firmie, żeby 45 * 2 = 100. Próbę wciśnięcia się w 100 mogłabym podjąć, ale ani centymetra mniej. Żegnaj sukienko!
W czerwcu poszłyśmy z sąsiadka na ciuchy, i na wystawię wypatrzyłam coś powiewnie długiego, co się okazało być jedwabną maxi-dress. Długości jej projekat nie poskąpił, na płaskim obcasie sięgała mi do ziemi! Niestety, na tym się jego szczodrość zakończyła, dwa mizerne trójkąty u góry ledwo zakrywały sutki, mimo iż obwód był zgodny z moim. Jaki jest sens kupować cienką jedwabną sukienkę na gorące dni, skóro noszenie jej wymaga dobrze zabudowanego topu pod spód? Co za idiotą wymyślił ubieranie się "na cebulkę" w 30-stopniowe upały?

No to się wyżaliłam. Ale, żeby nie było: mam maxi-dress, nawet dwie! Tą z dzisiaj, błękitną, kupiłam w SH. Miała oryginalną metkę, a na niej cenę, która u przeciętnie zarabiającej osoby wywołuje mdłości. Na szczęście SH nie bierze pod uwagę takich szczegółów, i kupiłam ją za jakieś 10% jej wyjściowej wartości, bez kręcenia nosem na lekką kusość, bo jak dla mnie to i tak okazja. Dość długa, z zakrytą gorą, w kolorze który lubię, czy mogę wymagać więcej?
Sukienkę noszę często z narzutką serwetkową, czyli wykonaną przemysłowo imitacją ręcznej koronki dzierganej szydełkiem, składającą się w mniejszej części z włoczki, a większej z dziur. Twór ten kupiłam ze 3 lata temu, nigdy wcześniej nie używałam (bo nie miałam do czego), a teraz mam jak znalazł :) Buty miałam, białe, tylko jak zwykle się na zdjęcia nie załapały. Wciąż mi brakuje białego kapelusza, ale to się jeszcze da nadrobić, w końcu lato się jeszcze nie kończy!




Przod, originally uploaded by Mrs.L..




Tyl, originally uploaded by Mrs.L..




Z narzutka, originally uploaded by Mrs.L..

9 komentarzy:

  1. awww such a pretty colour!
    great blog!
    loving your posts
    stop by some time xx

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny kolor, też ostatnio na niego choruje ! Super kieca !!!!Co do sukienek - podzielam Twoje zdanie, nie każda ma rozmiar biustu - A :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. No i masz w końcu maksi sukienkę :) Przede wszystkim ma prześliczny kolor, ale reszta też niczego sobie :)Bardzo lubię głębsze wycięcia na karku. Są bardzo kobiece i ładnie wydłużają szyję. Narzutka super, a wiesz, że przez chwilę myślałam, że sama ją wydziergałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. naprawde sliczna sukienka. Zarówno krój jak i kolor:)

    ps. nparawde sie rozryczłas w sklepie?;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebista!!!Wyglądasz w niej wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dołączam swoje achy i ochy nad sukienką, strzał w dziesiątkę !!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuje dziewczyny :) Musze powiedziec ze suknia robi wrazenie na zywo, wygladam w niej nader dostojnie ;) Prawdopodobnie najbardziej dziwi ludzi miejsce uzytkowania, czyli piaskownica :D Ale prawda o matce dziecku jest taka:
    - jak nie pojde w swoich ciuchach do piaskownicy, to gdzie?
    - jak nie pojde do piaskownicy w swoich ciuchach, to w czym?

    Joanna -> Ja zawsze chcialam miec duzy biust, podobnie jak dom ze schodami i spadzistym dachem. I mam co chcialam, na nikogo nie idzie zwalic winy... I tak sie ciesze, ze nie przyszlo mi do glowy zazyczyc sobie dodatkowej reki i tuzina potomstwa...

    Rzaba -> Sie naprawde rozryczalam, a dokladniej bezdzwiecznie zalalam lzami. Rozczarowanie bylo wieksze niz moja odpornosc w tym momencie zycia. W ciazy bylam, dosc zaawansowanej, w obwodzie mialam prawie tyle ile mam wzrostu i bardzo potrzebowalam ubran. Przy normalnej gospodarce hormonalnej zachowuje sie jak na dorosla dziewczynke przystalo: klne jak szewc, i to w kilku jezykach!

    OdpowiedzUsuń
  8. dzięki za miły komentarz.Kieca twoja rzeczywiście fajna no i kolor taki MÓJ

    OdpowiedzUsuń