Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

wtorek, 18 maja 2010

U świekry na urodzinach

U świekry na urodzinach
szwagierka jest i jej rodzina.
Zabawa się rozpoczyna
gdy ksiądz na spytki bierze mnie...

Najpierw dostaliśmy zakaz pojawiania się u świekry w dzień jej urodzin. Dzień przed urodzinami zostaliśmy dla odmiany zaproszeni na obiad, o ile zimny bufet krewetkowy tak można nazwać. Zaproszenie przyjeliśmy, bo ja krewetki lubię, a tylko mnie się pytano.

Moja szwagierka była zawsze jedną z lepiej ubranych osób w towarzystwie. Była, bo ostatnio jakoś nie przemawia do mnie to co ona nosi, i pojęcia nie mam czy ona się zmieniła, czy ja? Na urodzinach miała na sobie sukienkę z HM, na która ja miałam ochotę, ale którą uznałam za zbyt drogą w swej klasie. Sukienka w kolorze seledynowopodobnym, z wzorem w bohomazy, mające imitować kwiaty, inspirowaną latami 50-tymi - szeroki dól i w miarę dopasowaną gora na ramiączkach. Nie żałuje że jej nie kupiłam, bo z tego co widzę sukienka nie ma miejsca na biust (szwagierka nie ma biustu, więc miejsce jej niepotrzebne), a na dodatek niespecjalnie leży na karku (ma miejsce na garb, ale ani ja, ani szwagierka garbu nie mamy). Śliczne wcięcie w pasie i szeroka spódnica nie są w stanie zrekompensować tych niedostatków.
Moja sukienka ma bardzo podobny krój, tyle że ma ciut więcej miejsca na biust, a wiadomo że jak biust wejdzie, to i reszta się zmieści! Niestety (a może stety?), każdy nieelastyczny materiał w tym kroju na wysokości biustu (przy pachach) lekko odstaje, co zmusiło mnie do dokombinowania czegoś do sukienki. Sukienka jest w kolorze milicyjnego błękitu, dokoptowalam koszulę w kolorze koralowym i wyszło mi że pasuje! Przez chwilę rozważałam ciemny fiolet, ale buty mam jasnobrązowe, i tonacja lososiowo-koralowa bardziej do mnie przemówiła. Dodatkowo humor poprawił mi fakt, że moja sukienką kosztowała ze 3x mniej niż sukienka szwagierki, a prezentowała się conajmniej tak samo dobrze, o ile nie lepiej (wiem, popadam w samozachwyt, ale raz na jakiś czas można).
Jedyne co psuje mi humor to fakt, że jak zwykle wyszłam z imprezy bez jednego chociaż zdjęcia! Trudno, jak wszystkie części garderoby będą znów czyste w tym samym czasie, to odtworzę i Wam pokaże, bo tak dumna z odkrycia nowego mariażu kolorów już dawno nie byłam.

A, jestem wam chyba winna wytłumaczenie parafrazy ze wstępu: szwagierka ma nie-teściów, bo żyje z ich synem bez ślubu, za to z potomstwem. Nie-teściowa jest nauczycielką muzyki, chwilowo w sanatorium, a nie-teść jest pastorem, i został na urodziny mojej teściowej zaproszony. Ja mam dużo większe doświadczenie z katolickimi księżmi, którzy rodzin nie mają, za to zdanie o tym jak życie w rodzinie powinno wyglądać i owszem, dlatego to spotkanie wywarło na mnie duże (i pozytywne) wrażenie. Nie-teść szwagierki jest protestantem, i ma niespotykaną wśród ludzi cechę: nie narzuca swoich poglądów ani zwyczajów innym. Jak przyjemnie jest przebywać w towarzystwie człowieka z własnym zdaniem, ale bez manii przekonania do niego innych, tego się po prostu nie da opisać. Obojętne, czy dotyczy to religii, polityki, czy pomysłów na wychowanie dzieci (cudzych dzieci, of course!). "Spytki" były więc tylko w rymowance, a w rzeczywistości odbyliśmy nader przyjemną rozmowę na różne tematy, i mam nadzieję że nie-teściowie będą częstszymi gośćmi u mojej teściowej :)

niedziela, 2 maja 2010

Podomka

Od kiedy pamiętam, babcia zawsze chodziła w podomce. Po domu w niej chodziła, a co zakładała na siebie wychodząc, tego nie wiem, bo nigdy jej na wyjściu z domu nie przyłapałam (ogródek się nie liczy).
Podomek babcia miała pewnie kilka, wszystkie miały wzór w drobne kwiatki i zlewały mi się w jedność. Większość z nich była śliska w dotyku, co w tamtych czasach oznaczało przeważnie tworzywo sztuczne. W okolicach kołnierzyka i/lub biustu pojawiała się obowiązkowa wstawka z koronki. Krój podomki miały "na jedno kopyto", robiły z babci równy klocek, co wpływało bardzo niekorzystnie na rozwój estetyczny wnucząt.

I ja też mam podomkę. Bawełniana, bez koronek, z dekoltem i wcięciem w pasie. Babcine podomki przypomina tylko w jednym: ma wzór w drobne kwiatki. I bardzo ją lubię. I wychodzę w niej do ludzi. Na przykład ostatnio na przedstawienie w którym brała udział Młoda. Właściwie to Młodsza też wzięła udział, tyle że nieplanowany. W pewnym momencie przedstawienia narrator gromkim głosem zapytał "Gdzie są wszyscy bogowie?", a "Bogowie" unieśli kurtynę i pojawili się na scenie. I wtedy Młodsza, osóbka bystra i szybka, wrzasnęła niemniej gromko "Tu są! A-ku-ku!" Siedziałyśmy w drugim rzędzie, siedzący obok rodzice parsknęli śmiechem, a Bogowie "dyskretnie" zgięli się w pasie. Książę Małżonek syczącym szeptem zapowiedział, że następne przedstawienie oglądamy z końca sali, a przepowiednię tę potwierdziła po przedstawienu Młoda. Trudno. Może do następnego razu zapomną.

Po przedstawieniu kazałam się uwiecznić w podomce, bo chociaż noszę ją często, to na zdjęcia się nie załapuje. Co o niej myślicie? Bardzo babciną w stylu, czy da się żyć?