Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

poniedziałek, 1 lutego 2010

Sukienka, której nigdy nie było

Czwartek 28.10.2009
Właściwie nie wiem po co zajrzałam do tego sklepu, celem mojej wyprawy były wszak ozdoby na Halloween-party Młodej, a trudno się spodziewać dyń / nietoperzy / czaszek w sklepie z odzieżą dla kobiet... Stawiam na przeznaczenie, bo na wieszaku znalazłam Sukienkę_o_jakiej_marzyłam! Jest w czarno-biało-szarą kratkę, wykonana z materiału o dużej zawartości wełny, ma miejsce na biust i biodra, oraz wcięcie w pasie, po prostu same zalety! Ma też jedną, aczkolwiek zasadniczą, wadę: cenę. Ze wzgledu na wysokość wady, rozważyłam co następuje:
a) wrodzone skąpstwo/rozsądek* nie pozwala mi kupić jej osobiście
b) nie kupię jej sobie w prezencie urodzinowym od Księcia Małżonka, bo dopiero co sobie kupiłam "od niego" fioletową kieckę, a więcej niż jeden prezent urodzinowy w miesiącu to już przesadą (tyle to nawet ja wiem!)
c) jeszcze rok temu byłam matką jedynego wnuczatka (Malgośka!) mojej teściowej, ale teraz jej córka jest w 7 m-cu ciąży, więc spadam na drugi plan
d) nie przejdzie mi przez gardło podrzucenie pomysłu naszej równie_bogatej_co_odległej ciotce...
Konkluzja: czekamy na wyprzedaż. Obie, sukienka i ja, bo skoro zwabiła mnie podstępem do sklepu, omamiła swoją urodą, sprawiła że się w niej zakochałam, to przecież mnie teraz nie wypuści ze swych szwów???

Środa 10.12.2009
Wpadłam sprawdzić jak się ma moja sukienka. Dziękować Hermesowi, wisi na wieszaku w kilku rozmiarach, równie pociągająca jak miesiąc temu, i równie droga. Dyskretnie poklepałam ją po ramiączku i wyszeptałam "do zobaczenia w mojej szafie"!

Poniedziałek 11.01.2010
Z biciem serca i na drżących nogach poszłam zobaczyć swą wybrankę. Jest, przecenioną o 40%, nowa cena świeci żarowiastym pomarańczem już z daleką. Wetchnełam z ulgą, po czym odezwała się we mnie żyłka przekupki: a może się uda jeszcze coś utargować? Jeżeli nikt jej nie weźmie do 20-go, to może trafić na drugą turę przecen.
Do domu wróciłam uskrzydloną własna oszczędnością i mocnymi nerwami, tudzież z duża wiarą, że już wkrótce Ona będzie moja, za duuużo mniejsze pieniądze.

Poniedziałek 25.01.2010
Poszłam po nia do sklepu, a ta zołza postanowiła sobie ze mnie zakpić! Przez 7 minut latałam w kółko po całym sklepie, rozglądając się gdzie tą wywłokę przewiesili, i nie mogłam znaleźć! Ceny resztek poszły oczywiście w dól, 50% od ceny wyprzedaży, czyli w przypadku Mojej 30% ceny wyjściowej, a ta się w chowanego ze mną bawi! Spociłam się jak mysz, trochę od tego biegania, a trochę z nerwów. Już miałam wyjść, zdruzgotana nieprzewidzianym rozwojem sytuacji, kiedy wreszcie ją wypatrzyłam, tuż przy drzwiach! Dopadłam wieszaka jednym susem, i o mało trupem nie padłam: ostatnią sztuka, rozmiar 42! Żebym nie jadła przez tydzień i wypuściła z płuc całe powietrze, to i tak w nią nie wejdę! Na szczęście okazało się że właśnie że spaceru do przymierzalni wróciła 44, a mi wrócił puls, krążenie i rumieńce na policzki. Do przymierzalni zabrałyśmy z nami przyzwoitkę, ciemnobrązowa i o bardzo statecznym wyglądzie. A w przymierzalni okazało się że moja piękna, wyczekiwana i wymarzona jest oszustką! Ma miejsce na biust, i na biodra, i wcięcie w pasie też ma, ale nie ma miejsca na uda, co w brzydki sposób uwydatnią brzuszek. Klęska! Przyzwoitką natomiast okazała się bardzo przyzwoicie skrojoną i doskonale układająca się wełniana kiecką, więc poszłam z nią do kasy, a czarno-biało-szarą wróciła na swoje miejsce na sklepowej półce. Może uda jej się zwabić i otumanić kogos innego?


* Niepotrzebne skreślić

PS. Zdjęcia z Przyzwoitką nie mam, więc dziś autoportret z cyklu "Helena w stroju niedbałym", czyli jak chodzę ubraną po domu, kiedy nie spodziewam się, żeby ktoś poza domownikami mnie zobaczył :)



helena, originally uploaded by Mrs.L..

10 komentarzy:

  1. Świetne opowiadanie. I ja nieraz nabiegałam się za ciuchem, który w przymierzalni tej bieganiny okazał się nie wart. No cóż, ale bez tego biegania pewnie do dzisiaj nie wybaczyłabym sobie mojej ignorancji. Więc tak naprawdę biegamy dla własnego spokoju ducha ;) Czyż nie? :)
    O matko, jeśli Ty tak wyglądasz po domu to ja się mocno za Tobą chowam. Twoje domowe ciuchy są sto razy ładniejsze od niektórych kreacji noszonych przez inne bloggerki na ulicy :)

    Buty już doszły? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Buty jeszcze nie doszly, ale mam isc na nasza poczte i zapytac na miejscu. W razie co mam nowe typy, wiec nawet tak mocno sie juz nie martwie :) Te ktore dzis "rozchadzalam" po domu, to dawno kupione Roots'y, stara rzecz a cieszy ;)
    Dzis sie ubieralam po ciemku, zeby Malgoski nie zbudzic, wiec efekt koncowy mnie sama troche zaskoczyl. Co do rajstop to bylam pewna, ze sa szare, ale ze bluzka pod sukienke trafila sie fioletowa, to juz efekt niedowidzenia, bo mial byc szary golf. Sukienke dostalam od szwagierki na x-mas, kolor ma ladny, ale troche przykrotka jest (a moze to tunika? ale na spodniach bedzie zle lezec, zrobi mi masakre w miejscu gdzie plecy koncza swa szlachetna nazwe...).
    Rany, ja sie chyba nie nadaje na krotkie formy wypowiedzi! Siadam do klawiszy i palce mi zaczynaja same latac, taka tworcza biegunka, hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale to opisałaś ! Uśmiałam się jak nie wiem, nie mówiąc o emocjach! Ufff, sama się spociłam :) Tym bardziej, że przeżycia są mi znane, oj znane. Tylko, że ja mam zwyczaj zmierzyć ciuch, który mi się podoba, co powoduje dwoistą sytuację:
    a) wychodzi defekt i mam pozamiatane - wychodzę z lekkim sercem
    b) wygląda tak dobrze (albo, nie daj Boże, lepiej!) niż się spodziewałam i WTEDY DOPIERO MAM GULA ;)
    Z tego wynika, że nie ma idealnej metody na ... brak kasy.
    Twój strój niedbały wstrząsnął mną do głębi. Nie to, żebym po domu chodziła w łachmanach, ale do pięt Ci nie dorastam :)
    PS To jest z pewnością sukienka i moim zdaniem nie jest za krótka :)Jest w sam raz - ładnie eksponuje Ci nogi (a jest co eksponować ).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobrażam sobie, że w takim stroju domowym to nic tylko leżeć na kanapie i pachnieć :) piękne kolory, nogi i butki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Trojanska Helena:))
    Emocje,jak u Hitchcocka:))
    A ja ,jak nie mam kasy,to omijam szeeeerokim łukiem wszelkie sklepy z ciuchami i udaję ,że nie wiem o ich istnieniu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziekuje wszystkim za mile slowa!

    Klamoty: Ja mam uraz do mierzenia ubran, po prostu nienawidze ze wszystkich sil i przez pierwsze 35 lat zycia trzeba mnie bylo do przebieralni pchac i ciagnac... ostatnio mi sie lekko poprawilo :) Jezeli nie mam duzej ochoty na kupno jakiegos ciucha, to go nie mierze, ale jak juz przymierze i lezy dobrze, to zeby kosztowal krocie, to kupie! Dlatego nie zmierzylam tej sukienki w pazdzierniku, skoro nie bylam gotowa prosto z przymierzalni do kasy isc ;)

    nurka: niestety, nie leze na kanapie, i nie pachne (w sensie ze perfum nie naduzywam, hehe). Ale byloby przyjemnie gdyby sie tak dalo co jakis czas :)

    Sivka: Brak kasy nigdy mi nie przeszkadzal w ogladaniu sklepow, ktorego to fenomenu nie moze zrozumiec Ksiaze Malzonek. Za kazdym razem jak ja chce isc i sobie popatrzec, tak na sucho, to on mowi: przeciez nie mamy pieniedzy... Kochany jest, zawsze jak mi sie cos spodoba to chce mi to kupic, bo nie widzi roznicy pomiedzy "podaba sie" a "chce miec" ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ha,ha...dobre to opwowiadanie,ubawiłam się :)))
    ja tak nie poluję,no chyba że w ciucholandzie grasuję :))
    fajnie wyglądasz "po domu " ,ja sobie zawsze obiecuję,że tez tak będę,wystprzątam raz na tydzień ,a potem będę stroić się i obijać ,,,ha,ha

    OdpowiedzUsuń
  8. Przesyłam zaproszenie dla Ciebie do zabawy Happy blog,a po szczegóły do mnie na blog:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mrs L - z mojego doświadczenia (a co ;)), ten lepszy sort Małżonków tak właśnie ma :) Cieszmy się zatem, zamiast czepiać drobiazgów, czyli jak to się teraz mawia - endżoj it :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, to znowu ja, Klamoty :) Zapraszam Cię do zabawy w Happy bloga :)

    OdpowiedzUsuń