Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

piątek, 26 lutego 2010

10 rzeczy które mnie cieszą

Zabawa polega na tym, żeby znaleźć 10 powodów do szczęścia. Albo inaczej: zabawa polega na tym, żeby ograniczyć się do tej 10, która pierwsza przyjdzie do głowy. A ja nie potrafię! Ograniczyć się do 10 nie potrafię, bo małe szczęścia otaczają mnie gęsto, i każde warte jest drobnej chociaż wzmianki! Dlatego zdecydowałam się na zawężenie zabawy: 10 sztuk odzieży/obuwia, które cieszą nawet kiedy lezą w szafie :) Kolejność dowolna, nienumeryczna, bo tutaj nie mam rankingu mniej lub bardziej wygranych:

* Czarny welurowy kapelusz - moje ukochane nakrycie głowy, kiedy go zakładam to chodzę cały dzień uhahana bez szczególnego powodu.

kapelusz, originally uploaded by Mrs.L..



* Zielone buty El Naturalista - leżą w pudełku i czekają na wiosnę, a ją razem z nimi. Ponieważ czarne Camper twins jednak do mnie nie dojadą, więc sklep zwrócił mi kasę, która jeszcze przed otrzymaniem wydałam na kolejną parę butów. Książę Małżonek, który pełni w domu funkcję ministra finasow, pogubił się w rachunkach (i ilości butów), więc mogę ten zwrot wydać jeszcze raz ;) To też cieszy!

naturalista1, originally uploaded by Mrs.L..



naturalista2, originally uploaded by Mrs.L..



* Długa jedwabna sukienka - czeka na lato, bliżej niesprecyzowane na które. Przez trzy pierwsze noce leżała w torbie koło mojego łóżka, bo się z nią rozstać nie mogłam, a było zdecydowanie za zimno żeby ją założyć (wada kupowania na późnych wyprzedażach).

* Długa bordową suknią - cieszy już drugi raz, bo właśnie ją znalazłam po ponad półrocznych poszukiwaniach! Jestem w jej posiadaniu ód ponad 5 lat, a wciąż nie wiem jakie do niej można nosić buty, i chętnie przyjmę rady w tym kierunku. Cieszy długością, obfitością materiału i niepraktycznością. Dla niektórych szczyt zadymiarstwa, to pojawienie się na premierze w teatrze w jeansach, mi o wiele większa frajdę sprawia suknia balowa i naramiennik że sztucznego futra.

bordowa3, originally uploaded by Mrs.L..



bordowa4, originally uploaded by Mrs.L..



bordowa1, originally uploaded by Mrs.L..



bolerko, originally uploaded by Mrs.L..



* Top ze zamerykanizowanym dekoltem - a dokładniej dwa, bo tak bardzo mi przypadły do gustu, że zaopatrzyłam się w czarny i bialokremowy. Kiedyś pojechałam do Wa-wy na 4 dni, i trafiła mi się zmianą temperatury: kiedy wyjeżdżałam termometr dopiero zaczynał się rumienić, a w stolycy nagle zaaplikowano 30C. Ten top był jedyną rzeczą z krótkim rękawem, więc rano wyruszyłam po bułki do sklepu ubrana tak (spódnica też z gatunku ukochanych):

lato, originally uploaded by Mrs.L..



* Wełniana spódnica w kratkę - rodzaj pocieszenia po sukience_której_nigdy_nie_było. Sukienka miała podobną kratkę, i pociąg mi pozostał, taki mój prywatny pociąg zwany pożądaniem ;)

* Szara sukienka - mistrzyni profilowania sylwetki. Najchętniej chodziłabym w niej na codzien, alę rodzinką przyczepiła jej etykietę "wyjściowa" i trochę mnie to powstrzymuję. Jak właściwie powinna się ubierać kobietą niepracująca? Czy istnieje jakiś DC w tej kategorii?

szara, originally uploaded by Mrs.L..



* Czarne szpilki - uwielbiam ten rodzaj obuwia, szczególnie z naciskiem na mieć, czasami nieco mniej nosić. Buty dzielą się na takie do chodzenia i takie do siedzenia. W tych złaziłam pół Bremy, tak mimowolna nocna turystyka barowa...

szpilki1, originally uploaded by Mrs.L..



szpilki2, originally uploaded by Mrs.L..



* Czarna kurtka od Georg'a - pamiątka z Londynu. Najbardziej kocham ją za kaptur, a im dłużej (i bezskuteczniej) szukam kolejnej, tym bardziej doceniam że ją mam.

* Jedwabne szaliki - mała rzecz, a cieszy.

szaliki, originally uploaded by Mrs.L..

poniedziałek, 1 lutego 2010

Sukienka, której nigdy nie było

Czwartek 28.10.2009
Właściwie nie wiem po co zajrzałam do tego sklepu, celem mojej wyprawy były wszak ozdoby na Halloween-party Młodej, a trudno się spodziewać dyń / nietoperzy / czaszek w sklepie z odzieżą dla kobiet... Stawiam na przeznaczenie, bo na wieszaku znalazłam Sukienkę_o_jakiej_marzyłam! Jest w czarno-biało-szarą kratkę, wykonana z materiału o dużej zawartości wełny, ma miejsce na biust i biodra, oraz wcięcie w pasie, po prostu same zalety! Ma też jedną, aczkolwiek zasadniczą, wadę: cenę. Ze wzgledu na wysokość wady, rozważyłam co następuje:
a) wrodzone skąpstwo/rozsądek* nie pozwala mi kupić jej osobiście
b) nie kupię jej sobie w prezencie urodzinowym od Księcia Małżonka, bo dopiero co sobie kupiłam "od niego" fioletową kieckę, a więcej niż jeden prezent urodzinowy w miesiącu to już przesadą (tyle to nawet ja wiem!)
c) jeszcze rok temu byłam matką jedynego wnuczatka (Malgośka!) mojej teściowej, ale teraz jej córka jest w 7 m-cu ciąży, więc spadam na drugi plan
d) nie przejdzie mi przez gardło podrzucenie pomysłu naszej równie_bogatej_co_odległej ciotce...
Konkluzja: czekamy na wyprzedaż. Obie, sukienka i ja, bo skoro zwabiła mnie podstępem do sklepu, omamiła swoją urodą, sprawiła że się w niej zakochałam, to przecież mnie teraz nie wypuści ze swych szwów???

Środa 10.12.2009
Wpadłam sprawdzić jak się ma moja sukienka. Dziękować Hermesowi, wisi na wieszaku w kilku rozmiarach, równie pociągająca jak miesiąc temu, i równie droga. Dyskretnie poklepałam ją po ramiączku i wyszeptałam "do zobaczenia w mojej szafie"!

Poniedziałek 11.01.2010
Z biciem serca i na drżących nogach poszłam zobaczyć swą wybrankę. Jest, przecenioną o 40%, nowa cena świeci żarowiastym pomarańczem już z daleką. Wetchnełam z ulgą, po czym odezwała się we mnie żyłka przekupki: a może się uda jeszcze coś utargować? Jeżeli nikt jej nie weźmie do 20-go, to może trafić na drugą turę przecen.
Do domu wróciłam uskrzydloną własna oszczędnością i mocnymi nerwami, tudzież z duża wiarą, że już wkrótce Ona będzie moja, za duuużo mniejsze pieniądze.

Poniedziałek 25.01.2010
Poszłam po nia do sklepu, a ta zołza postanowiła sobie ze mnie zakpić! Przez 7 minut latałam w kółko po całym sklepie, rozglądając się gdzie tą wywłokę przewiesili, i nie mogłam znaleźć! Ceny resztek poszły oczywiście w dól, 50% od ceny wyprzedaży, czyli w przypadku Mojej 30% ceny wyjściowej, a ta się w chowanego ze mną bawi! Spociłam się jak mysz, trochę od tego biegania, a trochę z nerwów. Już miałam wyjść, zdruzgotana nieprzewidzianym rozwojem sytuacji, kiedy wreszcie ją wypatrzyłam, tuż przy drzwiach! Dopadłam wieszaka jednym susem, i o mało trupem nie padłam: ostatnią sztuka, rozmiar 42! Żebym nie jadła przez tydzień i wypuściła z płuc całe powietrze, to i tak w nią nie wejdę! Na szczęście okazało się że właśnie że spaceru do przymierzalni wróciła 44, a mi wrócił puls, krążenie i rumieńce na policzki. Do przymierzalni zabrałyśmy z nami przyzwoitkę, ciemnobrązowa i o bardzo statecznym wyglądzie. A w przymierzalni okazało się że moja piękna, wyczekiwana i wymarzona jest oszustką! Ma miejsce na biust, i na biodra, i wcięcie w pasie też ma, ale nie ma miejsca na uda, co w brzydki sposób uwydatnią brzuszek. Klęska! Przyzwoitką natomiast okazała się bardzo przyzwoicie skrojoną i doskonale układająca się wełniana kiecką, więc poszłam z nią do kasy, a czarno-biało-szarą wróciła na swoje miejsce na sklepowej półce. Może uda jej się zwabić i otumanić kogos innego?


* Niepotrzebne skreślić

PS. Zdjęcia z Przyzwoitką nie mam, więc dziś autoportret z cyklu "Helena w stroju niedbałym", czyli jak chodzę ubraną po domu, kiedy nie spodziewam się, żeby ktoś poza domownikami mnie zobaczył :)



helena, originally uploaded by Mrs.L..