Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

środa, 13 stycznia 2010

Piąta pora roku

Jestem przekonana, że gdyby Vivaldi był kobietą, to napisałby o jeden koncert więcej.

Byliśmy z Księciem Małżonkiem na Awatarze, więc skorzystałam z okazji i zarezerowalam sobie (na "po filmie") prawo wejścia do dwóch sklepów. Miałam na myśli Calzedonię i coś z ładnymi napisami SALE, ale (jak zwykle) niezupełnie wyszło.

Zaczęłam od Big Stone (albo jakoś tak), bo jest na tym samym piętrze co kino, ale w przeciwnym kierunku niż wyjście (logistycznie priorytetowa sprawa, jak się jest na zakupach z Księciem Małżonkiem). Mając na uwadze limit czasowy, szybko pokazałam ekspedientce co chcę i udałam się w rejony przymierzalni. Pani mickiewiczowsko zapytała czy imię moje czterdzieści i cztery, na co przytaknęłam, w szale poświątecznej obniżki ceń zapominając o własnej podwyżce wagi... Przypomniałam sobie o tym fakcie chwilę później, w przymierzalni, gdy 44 zachowało się jak rasową 40, czyli wyciskając że mnie powietrze do ostatniego tchu. Wałeczki nie zrobiły mi się tylko dlatego, że już nie było na nie miejsca! Obraziłam się na bogu ducha winną rozmiarowke BigStona, i mamrocząc po drodze że powinni zmienić nazwę na LittleRock, skierowałam się jak niepyszna do wyjścia. Tak oto straciłam jeden z obiecanych sklepów.

Jako drugi wpadł mi w oko Summer Time, a konkretnie wieszak z sukienkami ustawiony kusząco tuż przy wejściu. A jeszcze bardziej konkretnie sukienki z zakładka w biuście, co do których miałam nadzieję, że ogole są typu kopertówka (nie były, ale i tak wspaniałe budują sylwetkę, co wkrótce zaprezentuję na bloggu). Pamiętna porażki z 44, zaaplikowałam sobie 46 i poleciałam kurcgalopkiem do przymierzalni. I co? Za duża! Tu sobie odbiję niepowodzenia, pomyślałam, i poleciałam z powrotem na wieszaki. Gonioną mała ilością czasu nabyłam w końcu dwie, wspomnianą wcześniej i prezentowaną dzisiaj szaroturkusowa w poprzeczne, pogrubiające paski. A co mi tam!

Korzystając z okazji prezentuję czapę. Czapa wzbudza spore emocje, na przykład Książę Małżonek jak ją pierwszy raz zobaczył, to zapytał: i Ty naprawdę w tym wyjdziesz? Wychodzę, czego dowodem są zdjęcia, robione na zewnątrz :) Poszłam na miasto, i malo brakowało, a stała bym się powodem wypadku. Gapili się na mnie (ok, na czapę!) wszyscy kierowcy, a jeden na tyle intensywnie, że omało nie wjechał w kuper jadącemu przed nim, który też nie był bez winy, bo wyraźnie zwolnił na mój (czapy!) widok. Chyba powinnam ubezpieczyć czapę od OC ;)




5 komentarzy:

  1. tak patrzę na zdjecia i jakoś trudno mi uwierzyć w to twoje 46 :D cos tam zmyślasz :D
    a z rozmiarówkami rzeczywiscie różnie bywa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje, ale nie klamie :)
    Tak naprawde, to gladko wchodze dopiero w numer 46, a przy 44 musze sie pilnowac i lekko wciagnac pluca ;)
    Cala tajemnica polega na moim wzroscie: aby obiektyw mogl objac mnie cala, to fotograf musi stac kilometr ode mnie, a z daleka wszystko wyglada na mniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z przedmówczynią, że na 46 to Ty absolutnie nie wyglądasz :)Może faktycznie rzecz we wzroście, wysokie kobiety muszą być ogólnie większe, to naturalne (wykluczając modelki, ale to NIE naturalne, więc Ci się rozmiar na wzroscie rozchodzi :). Bardzo fajna sukienka i NIE pogrubia. Czapa śliczna... też bym taką chciała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poproszę jeśli można o zbliżenie na czapę, nie mogę się napatrzeć na jej piękny kolor. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Czapa bedzie, jak tylko opanuje moj wlasny aparat fotograficzny, co mam nadzieje nastapi juz w czasie weekendu :)
    Czapy, takie i podobne, sa w kazdym chyba miejscu w Szczecinie, przynajmniej jezeli chodzi o sklepy, bo na glowach ich az tak duzo nie widzialam.

    OdpowiedzUsuń