Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

poniedziałek, 30 listopada 2009

Color resist

W naszej, znacz się europejskiej, kulturze istnieje coś, co nazywamy Dress Code. Uważny obserwator bez trudu wyłapie główne elementy obowiązujące na rożnego typu spotkaniach towarzyskich. W kolejności chronologicznej:
* Chrzest - mała lub większa czarna + szal na ramiona, obuwie dostosowane do pory roku, bez większych wymagań stylistycznych, raczej w neutralnych* kolorach.
** Pierwsza komunia - głowni zainteresowani ubrani w obowiązkowa biel, pozostali w czerni i szarościach, dopuszczalna jasna (biała lub kremowa) gora, buty w neutralnych* kolorach.
*** Akademia ku czci - biała koszula i granatowy/czarny dól, buty w neutralnych* kolorach.
**** Urodziny - mała czarną najlepiej wyraża nasz żal z powodu upływającego czasu, makijaż wyraża bunt przemijania naszej urody, buty w neutralnych* kolorach.
***** Ślub - poza panną młoda w bieli (sporadycznie inne kolory) większość gości ma na tę okazję przygotowaną mała czarną, kolorowe dodatki w postaci paska i torebki, buty na obcasie, wyjątkowo mogą stanowić kolorowy dodatek, ale w większości występują w neutralnym* kolorze.
****** Spotkania firmowe - mała czarna, dopuszczalna w wersji szarej lub innym ciemnym i stonowanym kolorze, marynarka dająca nam poczucie profesjonalnego wyglądu, szpilki lub inne obuwie na wysokim obcasie jako atrybut kobiecości, oczywiście w neutralnym* kolorze.
******- Sylwester - mała czarna, duża ilość świecącej biżuterii i błyszczące dodatki, buty jak na ślub.
******* Stypa - mała czarna lub czarne spodnie, czarny top plus czarny sweter, buty na niskim/płaskim obcasie w neutralnym* kolorze.
Powyższy DC stosuje z powodzeniem 3/4 kobiet, panowie mają jeszcze łatwiej: inwestują w ślubny garnitur, i dokupują do niego kolejne koszule, w kolorach dodatków swoich partnerek.
A ja byłam na obiedzie przedwigilijnym w firmie która zatrudnią Księcia Małżonka. Ponieważ a) małej czarnej nie posiadam, b) nie mam natchnienia na kupowanie, c) jakiś miesiąc temu miałam natchnienie na fiolet, więc jako jedyną wyłamałam się z grupy i nie wystąpiłam w czarno-szarym ubranku. Ogólnie jestem bardzo rozczarowaną "widokami" jakie przyszło mi kontemplować na miejscu. Chociaż z jednej strony zdaję sobie sprawę, że to tylko Radisson, ale mimo wszystko, w końcu to spotkanie towarzyskie a nie robocze. Na jakieś 100 kobiet tylko jedna miała czerwoną kieckę, jedną zielonkawą, dwie białe, jedną fioletową koszulę (ale to dopiero pod lampą zobaczyłam, taki ciemny fiolet), ja jak widać na załączonym obrazku i na tym koniec, resztą w czarnym i ciemnych odcieniach szarości... Wiele kobiet miało na sobie coś, w czym można do sklepu po bułki wyskoczyć, a nie na kolację i do klubu, a makijaż był nie tyle niewidoczny, co nieistniejący. To był mój debiut na takiej imprezie, więc może się przyzwyczaję, ale mam nadzieję że nie na tyle żeby samej w przyszłym roku pojawić się na takiej imprezie w codziennej spódniczce, poliestrowej bluzce i zwykłym szarym sweterku pokazanym kilką wpisów temu. Gdyby tak się zdążyło, to proszę mnie zdzielić w łeb moją osobistą żeliwną patelnią!
Kiecką muszę się pochwalić bliżej: pochodzi z sklepiku noszącego szumną nazwę Galeria, i sprzedającego (m.in.) krótkie serie ubrań ręcznie szytych przez mniejszych kreatorów mody. Moja jest dziełem Dunki Lenę Mølby, i wbrew temu co widać na zdjęciu, jest koloru fioletowego. Wzór jest wykonany taką gumiasta farbą, metodą odręcznego steplowania gotowego wyrobu. Całość z bawełny, wykończenie dekoltu z jedwabiu, ale ponoć można prać. Bez paska źle mi wyglądała, więc przewiązałam się szalem w kolorze wykończenia dekoltu. Początkowo miałam ochotę na Roots'y w kolorze nude, ale nie pasowały, ciemnofioletowe szpilki wyglądają dużo lepiej, plus rajstopy w identycznym kolorze, co optycznie wydłuża nogę - sama z siebie byłam dumna! Książę Małżonek dał się zabrać do sklepów, i pozwolił sobie kupić ciemnofioletową koszulę i krawat w fioletowo-jasnobłękitne paski, kolorystycznie dopasowując się do mnie (zielony krawat w kolorze mojego szalo-paska widziałam miesiąc temu, żałuje że nie kupiłam).
Już po imprezie, żegnam się z kiecką do następnego razu ;)

julebord 28.11.09

czwartek, 26 listopada 2009

Polkagris

Nieszczescia podobno zawsze chodza parami, a my chyba roczna norme mamy do odrobienia, sadzac z ilosci tych par...
Aktualnie choruje Mlodsza, 10 dni na antybiotyku, dzis dzien trzeci i wciaz notuje pogorszenie. W zwiazku z tym siedzimy w domu, zeby nie zarazac, a jedyne wyjscie "do ludzi" jakie ostatnio zaliczylysmy to wizyta u lekarza i w aptece. U lekarza Mlodsza najpierw poudawala zainteresowanie myszka, potem siegnela po stetoskop, a kiedy ja bylam zajeta odkladaniem sprzetu na miejsce, to najspokojniej w swiecie zwinela panu doktorowi taki patyczek z pobrana probka wymazu... Pan doktor byl w tym czasie zajety wypisywaniem zlecenia, a kiedy zlecenie bylo juz gotowe, to sie okazalo ze nie ma materialu do wyslania do laboratorium. Goraczkowe poszukiwania po calym biuku nie daly rezultatu, pan doktor popatrzal na nas ciut bezradnie i wtedy w oko wpadly mu lepkie lapki Mlodszej...

W zeszlym tygodniu byla u nas tesciowa i na wyjsciu pozyczyla moj chalat przeciwdeszczowy, w zwiazku z czym zostala mi tylko czerwona nieprzemakalna sportowa kurtka. Odzienie to wyjatkowo gryzie mi sie z wiekszoscia ubran, skrzywienie estetyczne jakies mam na tym punkcie. Zeby wogole moc wyjsc z domu, musialam "dopasowac" spod do wierzchu, i w tym momencie sama siebie pochwalilam za kupno tego bialo-czerwonego sweterka. Kupilam go niedawno, pozostawiajac sobie na pozniej problem z czym go nosic (czerwony do niczego mi nie pasuje!). Rozwiazaniem okazala sie byc kremowa spodnica w srebrne wzory kwiatowe z Cubusia, ktora (bonus!) pasuje rowniez do moich czarno-srebrnych kaloszy.

Tak wyglada mama chorego dziecka :)

środa, 11 listopada 2009

Jak (nie) wyglada mama

Niejednokrotnie uslyszalam od wlasnego dziecka, ze nie wygladam, ani sie nie zachowuje, jak mama. Po otrzymaniu dokladnych wytycznych jak powinna zachowywac sie mama, polozylam krzyzyk an tym projekcie i innym czlonkom rodziny tez radze pogodzic sie z mysla ze jestem matka wyrodna: nie mam zamiaru byc skrzyzowaniem sluzacej z portfelem na nogach. Wczoraj mialam okazje przyjrzec sie innym mamom na spedzie szkolnym, i ewentualnie moge przyznac dziecku racje: nie wygladam jak przecietna mama, i nie wiem czy wogole chce...
Mamy byly reprezentowane licznie, na okolo 50 sztuk tylko ja i 4 inne bylysmy w sukienkach/spodnicach. Jestem wiec w 10% mniejszosci. Dwie mamy mialy identyczne proste czarne sukienki, jedna oliwkowa (tez chce!), jedna szara lniana spodnice. Wzorek na rajstopach mialam tylko ja (na zdjeciu nie widac, boki sa bardziej ozdobne niz przod). Wracajac do mam w spodniach: inne niz jeansy mialo moze z 5, w tym 4 czarne i jedna ceglaste. Ogolnie na sali bylo kolorowo dzieki tatusiom, mamy nosza sie w tonacji czarno-szaro-brazowej (i czego to moje dziecko chce?). Uwazam ze i tak dostosowalam sie maksymalnie do reszty stada.
Pomijaja powyzsze dowiedzialam sie ze otwierajac buzie przynosimy dziecku wstyd. Chodzi, ni mniej ni wiecej, o sposob w jaki sie do siebie zwracamy. "Bo inni rodzice mowia normalnie, a w Wy tylko Kochanie-Kochanie!" Podrazylam temat co jest "normalne", i dowiedzialam sie ze takie np. "Franek, cho'no'tu". Jestem zniesmaczona barkiem poczucia estetyki u wlasnej latorosli. Obrazilam sie i poinformowalam Mloda ze jak tak, to niech oszczedzi koleaznkom sluchania naszych dialogow rodzinnych, i nie przyprowadza ich do nas do domu. Ja sobie nie wyobrazam, zeby Ksiaze Malzonek zwracal sie do mnie per Franek!

wtorek, 3 listopada 2009

Outfit wysokoprocentowy ;)

Dla pokolenia mojej babci i mamy zakupy byly jak polowanie, ktore notabene odbywalo sie caly rok na okraglo, ale za to w lesie pozbawionym zwierzyny. Nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty romantycznosci, a jedynie wspomnienie pustych polek i resztek spod lady. Moje pokolenie wyrusza na zupelnie inne lowy; my, prosze panstwa, lowimy w stawie hodowlanym! Polki sklepowe uginaja sie od roznorodnosci towarow, a nogi klientow uginaja sie na widok cen tychze... Dzisiejsze polowania odbywaja sie wg standartow cywilizacyjnych, glownie w okresach polowowych, kiedy zwierzyna zaczyna spelniac kryteria odstrzalu, czyli mowiac jezykiem handlowcow: w miesiacach wyprzedazy kolekcji sezonowej!
Dzisiejszy stroj zostal dobrany pod wzgledem wysokosci przeceny, i z tego wzgledu pozwole sobie zaprezentowac dokladniej czesci skladowe.
Rajstopy Sanpellegrino 40den -40%. Bielizne nieczesto udaje sie upolowac na wiekszych obnizkach, niestety.
Kozaki Vagabond z gruba podeszwa -70%. Nie wiem wlasciwie jak to sie stalo, ze ostatnia para w sklepie to numer 41, ale widac tak mialo byc. Przeszlam kolo nich spokojnie dwa razy, czekaly na mnie cierpliwie, wiec za trzecim razem je kupilam :) Dodatkowa zacheta byla oferta "kup 3, plac za 2", wiec kupilam te, kozaki zimowe za 100% ceny (przewidujac ze zapas cudow sie wyczerpal i moj rozmiar zniknie ze sklepu na dlugo przed kolejna wyprzedaza, plus swiadomosc ze zima moze sie zaczac jeszcze przed swietami...), a gratis dostalam byty dla dziecka.
Golf cienki jasnoszary Audition -83%. Sklep remamentowali bo zmienial wlasciciela, albo cos w tym stylu (nie likwidacja, bo dalej dziala), i bylo "wszystko za" :)
Spodnica we wzorki Claire.DK - 89%. Ciut naciagniete, dokladniej to zakup z 70% przeceny z outletu, ale od obnizka w stosunku do ceny wyjsciowej wyglada ladniej ;)
Blezer (albo "?", ma problem z nazewnictwem) LeneV -98,6%. Moj absolutny rekord, i tylko nie wiem czy sie cieszyc, czy plakac... Likwidowali sklep, a ja do tego centrum handlowego weszlam przypadkiem, w poszukiwaniu toalety :o Nedzne resztki sie ostaly, ze 4 pary spodni i to cos. Kilka dni wczesniej mozna sie pewnie bylo oblowic, ale coz, lepszy rydz niz nic, prawda?




Na Skype kolezanka z dalekiej polnocy (czyt. Norway, Oslo) wyslala wiadomosc "Czy u Was tez pada? Tutaj gruby snieg od dwoch godzin sypie, auta juz nie widac...". Jasne ze u nas tez pada, tylko bardziej przezroczyste, deszcz sie nazywa... Na zakupy obowiazuje nastepujacy, dobrany harmonijnie i w zgodzie z natura zestaw:
- cieply welniany sweter z grybym golfem, doskonale rekompensuje brak szalika
- cieniutka szara peleryna przykrywajaca wieksza czesc sylwetki, srebrzysta od wewnatrz, w rozmiarze XXL, da sie ja nalozyc nawet na gruby plaszcz, a nad swymi foliowymi krewnymi jednorazowego uzytku ma przewage jakosci i wygladu (o wygladzie mojej sylwetki w tym wynalazku dyskutowac nie bede!)
- kalosze czarne w srebrny wzorek
- torebka TheSak.com w kolorze kamienia (zeby nie bylo ze wszystko szare, hehe), kupiona z mysla o lecie (pleciona jest, jak ze sznurka, pierwszy raz mam taka, nie wiem jak sie bedzie nosic, ktos mnie oswieci?).



niedziela, 1 listopada 2009