Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

piątek, 30 października 2009

DZIEN SPODNICY

Na dzien spodnicy sie spoznilam, bo kiedy (wg mnie) jest/byl 28 w miesiacu pazdzierniku roku panskiego 2009? Wczoraj! Wyslalam zdjecie, w dobrej wierze, ale coz, winic moge tylko sama siebie. Swoja droga, jak mozna przez tydzien zyc na bakier z kalendarzem?

Zdjecie zrobione przez mame kolezanki Mlodej, na 5 pstrykniec tylko na jednej fotce mam zarowno nogi jak i glowe w kadrze, wiec mozna powiedziec ze w minach mialam niewielki wybor... Spodniczka stanowi H&Mowski rodzynek w mojej szafie. Nie zebym tego sklepu nie lubila, uwazam ze maja fajne, ciekawe i nietuzinkowe egzemplarze w swoich kolekcjach, ale niestety widze to na kims, a na wieszakach nic do mnie nie przemawia. Spodniczka byla na tyle "zwykla", ze jakims cudem trafila do koszyka, oczywiscie* prosto z wieszaka z wyprzedaza.
Jest lniana (gnieciuch straszliwy), jak jej nie widze (czyli wiekszosc czasu) to mysle ze jest zielona (a nie jest), pasuje mi wzorem na wczesna jesien, i dopiero teraz, po jakichs 3-4 latach od jej kupienia znalazlam do niej odpowiednia bluzke!

Ta-ram!



* Zdecydowana wiekszosc mojej szafy opanowaly rzeczy kupione na wyprzedazach, i placenie obnizka min. 30% od ceny wyjsciowej jest dla mnie rzecza oczywista (10-20% omijam z niesmakiem). Nie jestem pewna czy udaloby mi sie skomponowac kompletny stroj z wylacznie rzeczy kupionych za 100% ceny, ale gdyby sie tak kiedys zdazylo, to dam znac odpowiednim wpisem ;)

PS: Na zdjeciu ze mna zalapala sie Mlodsza, co prawda nie w spodnicy, ale w sukience, za to tez z H &M! Nie mam absolutnie zadnego problemu z wynajdywaniem i kupowaniem rzeczy na dziale dzieciecym, sukienke ze zdjecia kupilam zanim jeszcze Mlodsza sie pojawila po tej stronie mojego brzucha, i oczywiscie*... ;)

wtorek, 27 października 2009

Dialogi rodzinne (1)

- Popatrz jaki sliczny sweter ci kupilam! – powiedziala Babcia do Cioci, wykladajac na stol kuchenny kolejne motki wloczki.

- Jaki cieply i mieciutki! – ucieszyla sie Ciocia, a ja zamarlam w drzwiach – Z kolnierzem, jak ten Grazynkowy – dodala i przytulila motek do twarzy.

- Nie, nie! – zaprotestowala zywo Babcia – Na guziki! – i siegnela do sloiczka z landrynkami. Na widok slodyczy natychmiast sie ozywilam i weszlam do kuchni. Landrynki okazaly sie byc guziczkami do nieistniejacego (jeszcze!) sweterka, ale i tak sie oplacilo: poniewaz Ciocia dostala nowy sweter, wiec ja dostalam jej stary! I mam go do dzis, chociaz minelo ponad X* lat...


Sweterek jest w kolorze szarym (czytaj: bezpiecznym), bardzo zwyczajny, wrecz nijaki, i (dlatego?) nieodmiennie go lubie. Dzisiaj znow wyszedl z szafy, a do towarzystwa: czarna mini (a jak, zawsze mam jedna w szafie, nawet jesli nie nosze!), szary golf (brat fioletowego), szare rajstopy z dodatkiem welny (zimno w tej mini, prosze panstwa!) i buty codziennego uzytku (szpilki moze sie bardziej nadaja do mini i zdjec, ale na spacer z Mlodsza w nich nie pojde!). Na wyjscie koniecznie kurtka (nabyta w Londynie, George, bardzo ja lubie mimo iz jest czarna), pasiasty szal (kocham jedwab) i fioletowe rekawiczki (no comments...).

Bring the defendant!

* X jak rzymskie 10, i wiecej nie powiem!

sobota, 24 października 2009

Czarno na bialym

Nasz wyglad zaczyna sie w sklepie. Niezaleznie od tego czy to sklep z odzieza uzywana, czy butik firmowy Zara, czy salon z odzieza Coco Chanel, wybor zalezy do kupujacego. Z kazdego sklepu mozna wyjsc z kolejna para jeans'ow i sweterkiem podobnym do pieciu innych, ktore wisza w szafie, i nie ma tutaj mowy o posiadaniu stylu, a wprost przeciwnie.

Czarno-biala sukienka w drobny wzorek stanowi calkowite przeciwienstwo reszty mojej szafy, a dokladniej rzecz ujmujac: calkowite przeciwienstwo tego, co na siebie zazwyczaj zakladam.
Po pierwsze: bo to sukienka.
Po drugie: bo blisko ciala.
Po trzecie: bo w drobny wzorek.
Powyzsze trzy nie stanely na przeszkodzie zeby ja kupic... Teraz nie ma wyjscia i trzeba ja nosic! Krotki rekawek nie moze stanowic usprawiedliwienia, dlatego wygrzebalam z szafy kupiona latem czarna prosta bluzke z duzym okraglym dekoltem (ktorego nie widac), odcielam metke* i oto sa dlugie rekawy. Czarne rajstopy lubilam jako 16-20 latka, potem znienawidzilam (na rzecz cielistych i w kolorze mokka), a para ktora mam na zdjeciu to podarek od tesciowej, czesc prezentu urodzinowego**. Za bizuterie robia dwa obowiazkowe lancuszki na szyi, z perla od Ksiecia Malzonka, i z chinskiem znakiem "szczescie" od mojego przyjaciela G., plus jeden na nadgarstku (rowniez od KM). Buty z kwadratowymi (ha!) noskami to nabytek sprzed kilku lat (wystarczy policzyc ile sezonow temu byly modne, hehe), zadko noszone, z powodu wyzej wymienionego (sukienek nie nosze, do spodni nie pasuja).
Here we go!



* Conajmniej 1/3 ubran w mojej szafie wciaz posiada sklepowa metke. Lubie kupowac ladne i ciekawe ubrania, ale na kupowaniu sie konczy. Czas to zmienic, a czy dam rade, blogg pokaze...
** Urodziny mam niedlugo, co oznacza ze rajstopy (w oryginalnym opakowaniu, a jak!) przelezaly w szafie okolo 11 miesiecy, i tym samym nabraly vintage-glam ;)

środa, 21 października 2009

Tante (i) Fiolett

Fiolet byl kiedys kolorem ekscentrykow, teraz padl ofiara mody i nosza go masy. Darze go szczegolna sympatia, byl bowiem pierwszym kolorem, ktory wybralam i nosilam swiadomie. Tak jak wielu moich rowiesnikow mialo okres "wszystko czarne", tak ja, jako 20-latka, mialam wszystko fioletowe, i to bez cudzyslowu. Potem dlugo balam sie tego koloru, ale przyznaje ze jestem zbyt slaba, aby oprzec sie zmasowanym atakom z kazdej strony! W ostatnia sobote pewien ciemnofioletowy golf zajrzal mi gleboko w oczy i wymownie polozyl swoje ramie na moim... Przytulona do niego lezala czarna spodniczka z kieszeniami, a poniewaz kieszen dobra rzecz, wiec zgarnelam oboje i poszlismy we trojke do kasy. Po drodze okazalo sie ze golf ma ciemnoszarego brata, a kto ma serce rozlaczac rodzenstwo?

Czarny i fiolet to zgrana para, az nadto zgrana, a ze wiekszych powierzchni zostaly mi tylko nogi, wiec poszlam do sklepow sprawdzic co maja do zaoferowania w tym temacie.
W Cubusiu znalazlam czerwono-czarna rombokratke, gdzies po drodze mignely mi wsciekle roze i turkusy, az w koncu w H&M dojrzalam elektryzujace zolciozielenie i zieleniozolcie. Uradowana popedzilam sprawdzic farta, i niestety - nie, kolekcja konczyla sie na rozmiarze M/L, podczas gdy moje konczyny dolne wymagaja conajmniej L/XL. Sytuacje uratowala inna H&Mowska para, wielobarwna z przewaga zolci i brazu, bardzo jesienna w tonacji (wiec moze sie jeszcze przydac). Buty stanowia polaczenie mojego umilowania do fioletu oraz wysokich obcasow, i absolutnie nie nadaja sie do dluzszego chodzenia, za to ladnie* wygladaja. Nie mogac dojsc do porozumienia z sama soba, poszlam na kompromis i na szyi zawiesilam czarny naszyjnik z Kappahl i fioletowy z zapasow wlasnych**.
Voilà!



* Na potrzeby tego blogga jako definicje slowa "ladny" przyjmujemy, ze to jest ladne, co sie Mrs L. podoba.
** Zapasy wlasne to zakup ktorego pochodzenia nie pamietam.

http://www.youtube.com/watch?v=duuCd_gi2V0

poniedziałek, 19 października 2009

Zamiast wstepu

Wielu (wiekszosc?) osobnikow gatunku homo sapiens lubi zaczynac nowe projekty, lub realizowac postanowienia:
  • od nowego roku (stara swiecka tradycja)
  • od nowego miesiaca (w mysl zasady ze kolejny miesiac jest lepszy od obecnego, a trawa rzecz jasna zielensza po drugiej stronie plotu
  • od nowego tygodnia (slowa "zaczynam(y) w poniedzialek" maja jakas magiczna moc, a przeciez od dawna wiadomo, ze Poniedzialek zaczyna sie w sobote...)
  • od jutra... (a przeciez w jutro i krasnoludki tylko male dzieci wierza).
Zeby nie zapeszyc postanowilam wiec zaczac bloga:
  • przed nowym rokiem
  • zanim zacznie sie nastepny miesiac
  • nie od nowego tygodnia, tylko od srodka starego
  • od pojutrza (jutro kaze sobie zrobic zdjecie, i jakby ochydne nie bylo, to w srode trafi na ten blogg!)
No to do zobaczenia :)
Usmiech, uklon i machamy...
Mrs L.