Moda jest tak nieznośną formą brzydoty, że musimy zmieniać ją co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

sobota, 26 grudnia 2009

X-mas 2009


x-mas 2009, originally uploaded by Mrs.L..

W mojej wigilijnej kiecce wystapila moja rodzicielka, a ja zastepczo w jeansowej z dolem w groszki.
A Wy, w co byliscie ubrani?

piątek, 4 grudnia 2009

Mad about pink

Skórzaną spódnicę, którą dziś uwieczniam na blogu, dostałam niejako za karę. Ponieważ sama nie lubię zakupów odzieżowych, więc wyciągnęłam na nie Księcia Małżonka, argumentując że przysięgał być przy mnie w doli i niedoli. Łaziliśmy po sklepach jak dwaj skazańcy, aż wreszcie na kwadrans przed zamknięciem Książę Małżonek oprzytomniał. Ogarnięty przerażająca wizją konieczności powtórki w przypadku powrotu do domu z pustymi rękami, w popłochu chwycił w ręce pierwszą z brzegu rzecz w moim rozmiarze i kazał zmierzyć. Probowałam zaprotestować, bo gdzie ją to będę nosić, ale nieskutecznie. No i mam... Czarną, zamszową, szytą z takich większych łatek, prostą spódnice, która noszę tylko na przełomie jesieni i zimy, już piąty sezon, i wciąż nie jestem do końca pewną z czym ją zestawić. Ponieważ niespecjalnie mi zależało na wyglądzie szkolno-apelowym, więc wsadziłam głowę do szafy w poszukiwaniu innych rozwiązań.
Znalazłam w okamgnieniu, i w rezultacie naraziłam się starszej córce, tym razem rajstopami w kolorze intensywnego różu. Pierwszy padł argument "nie pasuje do czarnego", ale zaraz potem upadl, i został zastąpiony "nie wypada".
Tymczasem ja lubię i już! Mam nawet zakolanówki w tym kolorze, dopiero się dziecię wścieknie, hehe.
Rajstopy pochodzą z jakiejś sieciowki (Cubus lub H&M), mają chyba że 100 DEN, pięknie kryją i są wytrzymałe, co mą niebagatelne znaczenie przy Malgośce*. Bluzeczka powtarza ich kolor, i to jej największy plus. Sweterek to wyprzedażowa resztką z Esprit, 70% off, jest o numer za duży, ale z powodu kopertowego kroju nie rzuca się to w oczy. Kozaki stanowią nieodłączna parę że spódnica, jak przyspawane na stałe, i nie wiem czy przekonam sama siebie do zmian w tym temacie. Bynajmniej nie z powodu obuwniczego konserwatyzmu, ale bardziej z braku pomysłu na co.

Różowa płachta na byka odsłona pierwsza!




rosa nov.09., originally uploaded by Mrs.L..



* Malgośka to moja mlodsza latorosl, która przejawia maniakalna wręcz milość do moich odzianych w rajstopy kończyn dolnych.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Color resist

W naszej, znacz się europejskiej, kulturze istnieje coś, co nazywamy Dress Code. Uważny obserwator bez trudu wyłapie główne elementy obowiązujące na rożnego typu spotkaniach towarzyskich. W kolejności chronologicznej:
* Chrzest - mała lub większa czarna + szal na ramiona, obuwie dostosowane do pory roku, bez większych wymagań stylistycznych, raczej w neutralnych* kolorach.
** Pierwsza komunia - głowni zainteresowani ubrani w obowiązkowa biel, pozostali w czerni i szarościach, dopuszczalna jasna (biała lub kremowa) gora, buty w neutralnych* kolorach.
*** Akademia ku czci - biała koszula i granatowy/czarny dól, buty w neutralnych* kolorach.
**** Urodziny - mała czarną najlepiej wyraża nasz żal z powodu upływającego czasu, makijaż wyraża bunt przemijania naszej urody, buty w neutralnych* kolorach.
***** Ślub - poza panną młoda w bieli (sporadycznie inne kolory) większość gości ma na tę okazję przygotowaną mała czarną, kolorowe dodatki w postaci paska i torebki, buty na obcasie, wyjątkowo mogą stanowić kolorowy dodatek, ale w większości występują w neutralnym* kolorze.
****** Spotkania firmowe - mała czarna, dopuszczalna w wersji szarej lub innym ciemnym i stonowanym kolorze, marynarka dająca nam poczucie profesjonalnego wyglądu, szpilki lub inne obuwie na wysokim obcasie jako atrybut kobiecości, oczywiście w neutralnym* kolorze.
******- Sylwester - mała czarna, duża ilość świecącej biżuterii i błyszczące dodatki, buty jak na ślub.
******* Stypa - mała czarna lub czarne spodnie, czarny top plus czarny sweter, buty na niskim/płaskim obcasie w neutralnym* kolorze.
Powyższy DC stosuje z powodzeniem 3/4 kobiet, panowie mają jeszcze łatwiej: inwestują w ślubny garnitur, i dokupują do niego kolejne koszule, w kolorach dodatków swoich partnerek.
A ja byłam na obiedzie przedwigilijnym w firmie która zatrudnią Księcia Małżonka. Ponieważ a) małej czarnej nie posiadam, b) nie mam natchnienia na kupowanie, c) jakiś miesiąc temu miałam natchnienie na fiolet, więc jako jedyną wyłamałam się z grupy i nie wystąpiłam w czarno-szarym ubranku. Ogólnie jestem bardzo rozczarowaną "widokami" jakie przyszło mi kontemplować na miejscu. Chociaż z jednej strony zdaję sobie sprawę, że to tylko Radisson, ale mimo wszystko, w końcu to spotkanie towarzyskie a nie robocze. Na jakieś 100 kobiet tylko jedna miała czerwoną kieckę, jedną zielonkawą, dwie białe, jedną fioletową koszulę (ale to dopiero pod lampą zobaczyłam, taki ciemny fiolet), ja jak widać na załączonym obrazku i na tym koniec, resztą w czarnym i ciemnych odcieniach szarości... Wiele kobiet miało na sobie coś, w czym można do sklepu po bułki wyskoczyć, a nie na kolację i do klubu, a makijaż był nie tyle niewidoczny, co nieistniejący. To był mój debiut na takiej imprezie, więc może się przyzwyczaję, ale mam nadzieję że nie na tyle żeby samej w przyszłym roku pojawić się na takiej imprezie w codziennej spódniczce, poliestrowej bluzce i zwykłym szarym sweterku pokazanym kilką wpisów temu. Gdyby tak się zdążyło, to proszę mnie zdzielić w łeb moją osobistą żeliwną patelnią!
Kiecką muszę się pochwalić bliżej: pochodzi z sklepiku noszącego szumną nazwę Galeria, i sprzedającego (m.in.) krótkie serie ubrań ręcznie szytych przez mniejszych kreatorów mody. Moja jest dziełem Dunki Lenę Mølby, i wbrew temu co widać na zdjęciu, jest koloru fioletowego. Wzór jest wykonany taką gumiasta farbą, metodą odręcznego steplowania gotowego wyrobu. Całość z bawełny, wykończenie dekoltu z jedwabiu, ale ponoć można prać. Bez paska źle mi wyglądała, więc przewiązałam się szalem w kolorze wykończenia dekoltu. Początkowo miałam ochotę na Roots'y w kolorze nude, ale nie pasowały, ciemnofioletowe szpilki wyglądają dużo lepiej, plus rajstopy w identycznym kolorze, co optycznie wydłuża nogę - sama z siebie byłam dumna! Książę Małżonek dał się zabrać do sklepów, i pozwolił sobie kupić ciemnofioletową koszulę i krawat w fioletowo-jasnobłękitne paski, kolorystycznie dopasowując się do mnie (zielony krawat w kolorze mojego szalo-paska widziałam miesiąc temu, żałuje że nie kupiłam).
Już po imprezie, żegnam się z kiecką do następnego razu ;)

julebord 28.11.09

czwartek, 26 listopada 2009

Polkagris

Nieszczescia podobno zawsze chodza parami, a my chyba roczna norme mamy do odrobienia, sadzac z ilosci tych par...
Aktualnie choruje Mlodsza, 10 dni na antybiotyku, dzis dzien trzeci i wciaz notuje pogorszenie. W zwiazku z tym siedzimy w domu, zeby nie zarazac, a jedyne wyjscie "do ludzi" jakie ostatnio zaliczylysmy to wizyta u lekarza i w aptece. U lekarza Mlodsza najpierw poudawala zainteresowanie myszka, potem siegnela po stetoskop, a kiedy ja bylam zajeta odkladaniem sprzetu na miejsce, to najspokojniej w swiecie zwinela panu doktorowi taki patyczek z pobrana probka wymazu... Pan doktor byl w tym czasie zajety wypisywaniem zlecenia, a kiedy zlecenie bylo juz gotowe, to sie okazalo ze nie ma materialu do wyslania do laboratorium. Goraczkowe poszukiwania po calym biuku nie daly rezultatu, pan doktor popatrzal na nas ciut bezradnie i wtedy w oko wpadly mu lepkie lapki Mlodszej...

W zeszlym tygodniu byla u nas tesciowa i na wyjsciu pozyczyla moj chalat przeciwdeszczowy, w zwiazku z czym zostala mi tylko czerwona nieprzemakalna sportowa kurtka. Odzienie to wyjatkowo gryzie mi sie z wiekszoscia ubran, skrzywienie estetyczne jakies mam na tym punkcie. Zeby wogole moc wyjsc z domu, musialam "dopasowac" spod do wierzchu, i w tym momencie sama siebie pochwalilam za kupno tego bialo-czerwonego sweterka. Kupilam go niedawno, pozostawiajac sobie na pozniej problem z czym go nosic (czerwony do niczego mi nie pasuje!). Rozwiazaniem okazala sie byc kremowa spodnica w srebrne wzory kwiatowe z Cubusia, ktora (bonus!) pasuje rowniez do moich czarno-srebrnych kaloszy.

Tak wyglada mama chorego dziecka :)

środa, 11 listopada 2009

Jak (nie) wyglada mama

Niejednokrotnie uslyszalam od wlasnego dziecka, ze nie wygladam, ani sie nie zachowuje, jak mama. Po otrzymaniu dokladnych wytycznych jak powinna zachowywac sie mama, polozylam krzyzyk an tym projekcie i innym czlonkom rodziny tez radze pogodzic sie z mysla ze jestem matka wyrodna: nie mam zamiaru byc skrzyzowaniem sluzacej z portfelem na nogach. Wczoraj mialam okazje przyjrzec sie innym mamom na spedzie szkolnym, i ewentualnie moge przyznac dziecku racje: nie wygladam jak przecietna mama, i nie wiem czy wogole chce...
Mamy byly reprezentowane licznie, na okolo 50 sztuk tylko ja i 4 inne bylysmy w sukienkach/spodnicach. Jestem wiec w 10% mniejszosci. Dwie mamy mialy identyczne proste czarne sukienki, jedna oliwkowa (tez chce!), jedna szara lniana spodnice. Wzorek na rajstopach mialam tylko ja (na zdjeciu nie widac, boki sa bardziej ozdobne niz przod). Wracajac do mam w spodniach: inne niz jeansy mialo moze z 5, w tym 4 czarne i jedna ceglaste. Ogolnie na sali bylo kolorowo dzieki tatusiom, mamy nosza sie w tonacji czarno-szaro-brazowej (i czego to moje dziecko chce?). Uwazam ze i tak dostosowalam sie maksymalnie do reszty stada.
Pomijaja powyzsze dowiedzialam sie ze otwierajac buzie przynosimy dziecku wstyd. Chodzi, ni mniej ni wiecej, o sposob w jaki sie do siebie zwracamy. "Bo inni rodzice mowia normalnie, a w Wy tylko Kochanie-Kochanie!" Podrazylam temat co jest "normalne", i dowiedzialam sie ze takie np. "Franek, cho'no'tu". Jestem zniesmaczona barkiem poczucia estetyki u wlasnej latorosli. Obrazilam sie i poinformowalam Mloda ze jak tak, to niech oszczedzi koleaznkom sluchania naszych dialogow rodzinnych, i nie przyprowadza ich do nas do domu. Ja sobie nie wyobrazam, zeby Ksiaze Malzonek zwracal sie do mnie per Franek!

wtorek, 3 listopada 2009

Outfit wysokoprocentowy ;)

Dla pokolenia mojej babci i mamy zakupy byly jak polowanie, ktore notabene odbywalo sie caly rok na okraglo, ale za to w lesie pozbawionym zwierzyny. Nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty romantycznosci, a jedynie wspomnienie pustych polek i resztek spod lady. Moje pokolenie wyrusza na zupelnie inne lowy; my, prosze panstwa, lowimy w stawie hodowlanym! Polki sklepowe uginaja sie od roznorodnosci towarow, a nogi klientow uginaja sie na widok cen tychze... Dzisiejsze polowania odbywaja sie wg standartow cywilizacyjnych, glownie w okresach polowowych, kiedy zwierzyna zaczyna spelniac kryteria odstrzalu, czyli mowiac jezykiem handlowcow: w miesiacach wyprzedazy kolekcji sezonowej!
Dzisiejszy stroj zostal dobrany pod wzgledem wysokosci przeceny, i z tego wzgledu pozwole sobie zaprezentowac dokladniej czesci skladowe.
Rajstopy Sanpellegrino 40den -40%. Bielizne nieczesto udaje sie upolowac na wiekszych obnizkach, niestety.
Kozaki Vagabond z gruba podeszwa -70%. Nie wiem wlasciwie jak to sie stalo, ze ostatnia para w sklepie to numer 41, ale widac tak mialo byc. Przeszlam kolo nich spokojnie dwa razy, czekaly na mnie cierpliwie, wiec za trzecim razem je kupilam :) Dodatkowa zacheta byla oferta "kup 3, plac za 2", wiec kupilam te, kozaki zimowe za 100% ceny (przewidujac ze zapas cudow sie wyczerpal i moj rozmiar zniknie ze sklepu na dlugo przed kolejna wyprzedaza, plus swiadomosc ze zima moze sie zaczac jeszcze przed swietami...), a gratis dostalam byty dla dziecka.
Golf cienki jasnoszary Audition -83%. Sklep remamentowali bo zmienial wlasciciela, albo cos w tym stylu (nie likwidacja, bo dalej dziala), i bylo "wszystko za" :)
Spodnica we wzorki Claire.DK - 89%. Ciut naciagniete, dokladniej to zakup z 70% przeceny z outletu, ale od obnizka w stosunku do ceny wyjsciowej wyglada ladniej ;)
Blezer (albo "?", ma problem z nazewnictwem) LeneV -98,6%. Moj absolutny rekord, i tylko nie wiem czy sie cieszyc, czy plakac... Likwidowali sklep, a ja do tego centrum handlowego weszlam przypadkiem, w poszukiwaniu toalety :o Nedzne resztki sie ostaly, ze 4 pary spodni i to cos. Kilka dni wczesniej mozna sie pewnie bylo oblowic, ale coz, lepszy rydz niz nic, prawda?




Na Skype kolezanka z dalekiej polnocy (czyt. Norway, Oslo) wyslala wiadomosc "Czy u Was tez pada? Tutaj gruby snieg od dwoch godzin sypie, auta juz nie widac...". Jasne ze u nas tez pada, tylko bardziej przezroczyste, deszcz sie nazywa... Na zakupy obowiazuje nastepujacy, dobrany harmonijnie i w zgodzie z natura zestaw:
- cieply welniany sweter z grybym golfem, doskonale rekompensuje brak szalika
- cieniutka szara peleryna przykrywajaca wieksza czesc sylwetki, srebrzysta od wewnatrz, w rozmiarze XXL, da sie ja nalozyc nawet na gruby plaszcz, a nad swymi foliowymi krewnymi jednorazowego uzytku ma przewage jakosci i wygladu (o wygladzie mojej sylwetki w tym wynalazku dyskutowac nie bede!)
- kalosze czarne w srebrny wzorek
- torebka TheSak.com w kolorze kamienia (zeby nie bylo ze wszystko szare, hehe), kupiona z mysla o lecie (pleciona jest, jak ze sznurka, pierwszy raz mam taka, nie wiem jak sie bedzie nosic, ktos mnie oswieci?).



niedziela, 1 listopada 2009

piątek, 30 października 2009

DZIEN SPODNICY

Na dzien spodnicy sie spoznilam, bo kiedy (wg mnie) jest/byl 28 w miesiacu pazdzierniku roku panskiego 2009? Wczoraj! Wyslalam zdjecie, w dobrej wierze, ale coz, winic moge tylko sama siebie. Swoja droga, jak mozna przez tydzien zyc na bakier z kalendarzem?

Zdjecie zrobione przez mame kolezanki Mlodej, na 5 pstrykniec tylko na jednej fotce mam zarowno nogi jak i glowe w kadrze, wiec mozna powiedziec ze w minach mialam niewielki wybor... Spodniczka stanowi H&Mowski rodzynek w mojej szafie. Nie zebym tego sklepu nie lubila, uwazam ze maja fajne, ciekawe i nietuzinkowe egzemplarze w swoich kolekcjach, ale niestety widze to na kims, a na wieszakach nic do mnie nie przemawia. Spodniczka byla na tyle "zwykla", ze jakims cudem trafila do koszyka, oczywiscie* prosto z wieszaka z wyprzedaza.
Jest lniana (gnieciuch straszliwy), jak jej nie widze (czyli wiekszosc czasu) to mysle ze jest zielona (a nie jest), pasuje mi wzorem na wczesna jesien, i dopiero teraz, po jakichs 3-4 latach od jej kupienia znalazlam do niej odpowiednia bluzke!

Ta-ram!



* Zdecydowana wiekszosc mojej szafy opanowaly rzeczy kupione na wyprzedazach, i placenie obnizka min. 30% od ceny wyjsciowej jest dla mnie rzecza oczywista (10-20% omijam z niesmakiem). Nie jestem pewna czy udaloby mi sie skomponowac kompletny stroj z wylacznie rzeczy kupionych za 100% ceny, ale gdyby sie tak kiedys zdazylo, to dam znac odpowiednim wpisem ;)

PS: Na zdjeciu ze mna zalapala sie Mlodsza, co prawda nie w spodnicy, ale w sukience, za to tez z H &M! Nie mam absolutnie zadnego problemu z wynajdywaniem i kupowaniem rzeczy na dziale dzieciecym, sukienke ze zdjecia kupilam zanim jeszcze Mlodsza sie pojawila po tej stronie mojego brzucha, i oczywiscie*... ;)

wtorek, 27 października 2009

Dialogi rodzinne (1)

- Popatrz jaki sliczny sweter ci kupilam! – powiedziala Babcia do Cioci, wykladajac na stol kuchenny kolejne motki wloczki.

- Jaki cieply i mieciutki! – ucieszyla sie Ciocia, a ja zamarlam w drzwiach – Z kolnierzem, jak ten Grazynkowy – dodala i przytulila motek do twarzy.

- Nie, nie! – zaprotestowala zywo Babcia – Na guziki! – i siegnela do sloiczka z landrynkami. Na widok slodyczy natychmiast sie ozywilam i weszlam do kuchni. Landrynki okazaly sie byc guziczkami do nieistniejacego (jeszcze!) sweterka, ale i tak sie oplacilo: poniewaz Ciocia dostala nowy sweter, wiec ja dostalam jej stary! I mam go do dzis, chociaz minelo ponad X* lat...


Sweterek jest w kolorze szarym (czytaj: bezpiecznym), bardzo zwyczajny, wrecz nijaki, i (dlatego?) nieodmiennie go lubie. Dzisiaj znow wyszedl z szafy, a do towarzystwa: czarna mini (a jak, zawsze mam jedna w szafie, nawet jesli nie nosze!), szary golf (brat fioletowego), szare rajstopy z dodatkiem welny (zimno w tej mini, prosze panstwa!) i buty codziennego uzytku (szpilki moze sie bardziej nadaja do mini i zdjec, ale na spacer z Mlodsza w nich nie pojde!). Na wyjscie koniecznie kurtka (nabyta w Londynie, George, bardzo ja lubie mimo iz jest czarna), pasiasty szal (kocham jedwab) i fioletowe rekawiczki (no comments...).

Bring the defendant!

* X jak rzymskie 10, i wiecej nie powiem!

sobota, 24 października 2009

Czarno na bialym

Nasz wyglad zaczyna sie w sklepie. Niezaleznie od tego czy to sklep z odzieza uzywana, czy butik firmowy Zara, czy salon z odzieza Coco Chanel, wybor zalezy do kupujacego. Z kazdego sklepu mozna wyjsc z kolejna para jeans'ow i sweterkiem podobnym do pieciu innych, ktore wisza w szafie, i nie ma tutaj mowy o posiadaniu stylu, a wprost przeciwnie.

Czarno-biala sukienka w drobny wzorek stanowi calkowite przeciwienstwo reszty mojej szafy, a dokladniej rzecz ujmujac: calkowite przeciwienstwo tego, co na siebie zazwyczaj zakladam.
Po pierwsze: bo to sukienka.
Po drugie: bo blisko ciala.
Po trzecie: bo w drobny wzorek.
Powyzsze trzy nie stanely na przeszkodzie zeby ja kupic... Teraz nie ma wyjscia i trzeba ja nosic! Krotki rekawek nie moze stanowic usprawiedliwienia, dlatego wygrzebalam z szafy kupiona latem czarna prosta bluzke z duzym okraglym dekoltem (ktorego nie widac), odcielam metke* i oto sa dlugie rekawy. Czarne rajstopy lubilam jako 16-20 latka, potem znienawidzilam (na rzecz cielistych i w kolorze mokka), a para ktora mam na zdjeciu to podarek od tesciowej, czesc prezentu urodzinowego**. Za bizuterie robia dwa obowiazkowe lancuszki na szyi, z perla od Ksiecia Malzonka, i z chinskiem znakiem "szczescie" od mojego przyjaciela G., plus jeden na nadgarstku (rowniez od KM). Buty z kwadratowymi (ha!) noskami to nabytek sprzed kilku lat (wystarczy policzyc ile sezonow temu byly modne, hehe), zadko noszone, z powodu wyzej wymienionego (sukienek nie nosze, do spodni nie pasuja).
Here we go!



* Conajmniej 1/3 ubran w mojej szafie wciaz posiada sklepowa metke. Lubie kupowac ladne i ciekawe ubrania, ale na kupowaniu sie konczy. Czas to zmienic, a czy dam rade, blogg pokaze...
** Urodziny mam niedlugo, co oznacza ze rajstopy (w oryginalnym opakowaniu, a jak!) przelezaly w szafie okolo 11 miesiecy, i tym samym nabraly vintage-glam ;)

środa, 21 października 2009

Tante (i) Fiolett

Fiolet byl kiedys kolorem ekscentrykow, teraz padl ofiara mody i nosza go masy. Darze go szczegolna sympatia, byl bowiem pierwszym kolorem, ktory wybralam i nosilam swiadomie. Tak jak wielu moich rowiesnikow mialo okres "wszystko czarne", tak ja, jako 20-latka, mialam wszystko fioletowe, i to bez cudzyslowu. Potem dlugo balam sie tego koloru, ale przyznaje ze jestem zbyt slaba, aby oprzec sie zmasowanym atakom z kazdej strony! W ostatnia sobote pewien ciemnofioletowy golf zajrzal mi gleboko w oczy i wymownie polozyl swoje ramie na moim... Przytulona do niego lezala czarna spodniczka z kieszeniami, a poniewaz kieszen dobra rzecz, wiec zgarnelam oboje i poszlismy we trojke do kasy. Po drodze okazalo sie ze golf ma ciemnoszarego brata, a kto ma serce rozlaczac rodzenstwo?

Czarny i fiolet to zgrana para, az nadto zgrana, a ze wiekszych powierzchni zostaly mi tylko nogi, wiec poszlam do sklepow sprawdzic co maja do zaoferowania w tym temacie.
W Cubusiu znalazlam czerwono-czarna rombokratke, gdzies po drodze mignely mi wsciekle roze i turkusy, az w koncu w H&M dojrzalam elektryzujace zolciozielenie i zieleniozolcie. Uradowana popedzilam sprawdzic farta, i niestety - nie, kolekcja konczyla sie na rozmiarze M/L, podczas gdy moje konczyny dolne wymagaja conajmniej L/XL. Sytuacje uratowala inna H&Mowska para, wielobarwna z przewaga zolci i brazu, bardzo jesienna w tonacji (wiec moze sie jeszcze przydac). Buty stanowia polaczenie mojego umilowania do fioletu oraz wysokich obcasow, i absolutnie nie nadaja sie do dluzszego chodzenia, za to ladnie* wygladaja. Nie mogac dojsc do porozumienia z sama soba, poszlam na kompromis i na szyi zawiesilam czarny naszyjnik z Kappahl i fioletowy z zapasow wlasnych**.
Voilà!



* Na potrzeby tego blogga jako definicje slowa "ladny" przyjmujemy, ze to jest ladne, co sie Mrs L. podoba.
** Zapasy wlasne to zakup ktorego pochodzenia nie pamietam.

http://www.youtube.com/watch?v=duuCd_gi2V0

poniedziałek, 19 października 2009

Zamiast wstepu

Wielu (wiekszosc?) osobnikow gatunku homo sapiens lubi zaczynac nowe projekty, lub realizowac postanowienia:
  • od nowego roku (stara swiecka tradycja)
  • od nowego miesiaca (w mysl zasady ze kolejny miesiac jest lepszy od obecnego, a trawa rzecz jasna zielensza po drugiej stronie plotu
  • od nowego tygodnia (slowa "zaczynam(y) w poniedzialek" maja jakas magiczna moc, a przeciez od dawna wiadomo, ze Poniedzialek zaczyna sie w sobote...)
  • od jutra... (a przeciez w jutro i krasnoludki tylko male dzieci wierza).
Zeby nie zapeszyc postanowilam wiec zaczac bloga:
  • przed nowym rokiem
  • zanim zacznie sie nastepny miesiac
  • nie od nowego tygodnia, tylko od srodka starego
  • od pojutrza (jutro kaze sobie zrobic zdjecie, i jakby ochydne nie bylo, to w srode trafi na ten blogg!)
No to do zobaczenia :)
Usmiech, uklon i machamy...
Mrs L.